|
Andrzej Staniszewski ANTONI JURCZAK - BURMISTRZ MIASTA MUSZYNYUtrwalił się w pamięci muszyniaków jako Stary Burmistrz. Zrezygnował z kandydowania na stanowisko burmistrza Muszyny w wyborach samorządowych w 1938 r. mając lat 73, a więc jako człowiek już nie młody, a wybierany był w kolejnych kadencjach na stanowisko radnego w latach 1900-1903, „członka zwierzchności gminnej" (wiceburmistrza) w latach 1903-1912 i na burmistrza w latach 1912-1938. Tak więc dla bardzo wielu obywateli Muszyny był burmistrzem niemal zawsze, od dawna, był burmistrzem starym i tak został Starym Burmistrzem. Jakim był? Czym zasługiwał sobie w opinii współobywateli na zaufanie, gdy wybierano go radnym, wiceburmistrzem, a następnie na kolejne kadencje przewodniczącym Rady Miejskiej, burmistrzem Muszyny? Antoni Jurczak był człowiekiem prawym i energicznym, odznaczającym się zarówno inicjatywą w podejmowaniu różnych przedsięwzięć, jak i stanowczą konsekwencją w ich realizacji. Cechowało go gospodarskie, racjonalne zarządzanie przy jednoczesnej umiejętności podejmowania decyzji ocenianych często jako ryzykowne, a które w rezultacie były trafnymi. Świadczą o tym rezultaty jego działalności. Przypominając rodowód, sylwetkę i działalność Antoniego Jurczaka, który małe galicyjskie miasteczko przekształcił w uzdrowisko, udało się wywołać z pamięci i zaczerpnąć z dokumentów szereg nazwisk i funkcji muszyniaków. Należy o nich pamiętać, bowiem współdziałali w rozwoju Muszyny, zaś burmistrz umiał ich mobilizować i natchnąć zaangażowaniem. Antoni Jurczak pochodził z rodu osiadłego od wielu pokoleń na ziemi muszyńskiej. Najstarsze księgi parafialne Muszyny nie istnieją, strawił je ogień. Z istniejących wiadomo, że dziadek Antoniego, Wawrzyniec, urodzony w Muszynie ok. 1788 r., najmłodszy z pięciorga rodzeństwa, z małżeństwa z Marią Kroczkiewicz miał dzieci siedmioro, a syn jego, Jan, urodzony w Muszynie w 1823 r., z małżeństwa z Wiktorią Sikorską, miał pięcioro dzieci. Najmłodszym z nich był Antoni, urodzony 23 stycznia 1865 r. w Muszynie. Ożenił się młodo z Franciszką Tlauka pochodzącą również z rodu muszyniaków. Był już ojcem najstarszej córki, gdy trafił na cztery lata do służby wojskowej w kawalerii „Jego Cesarskiej Królewskiej Apostolskiej Mości Franciszka Józefa I go Cesarza Austryi, Króla Galicyj i Lodomeryi, W. Księcia Krakowskiego etc. etc. " (treść i pisownia wg ówczesnego dokumentu notarialnego). W wojsku ukończył kurs weterynarii dla kawalerzystów. Powrócił ze znajomością języka węgierskiego, na Węgrzech bowiem odbywał służbę wojskową, umiłowaniem koni oraz .... węgierskiego wina! Niebawem małżonkowie Antoni i Franciszka Jurczakowie kupili pierwszy kawałek gruntu (24.07.1891 r.). Dalsze akty notarialne świadczą o systematycznym powiększaniu się gospodarstwa, a w tym z dn. 07.11.1896 r. oraz 01.05.1903 r. o darowaniu części gruntów przez Jana Jurczaka swojemu synowi Antoniemu i jego żonie, Franciszce. Akty te sporządzał ówczesny notariusz Muszyny, Jan Arlet, zaś c.k. Sąd Powiatowy w Muszynie wydawał polecenie Urzędowi Hipotecznemu, aby „nowe osobne ciało hipoteczne utworzył... i prawo własności zaintabulował" i jednocześnie zawiadamiał o tym c.k. Urząd Podatkowy w Muszynie oraz c.k. Urząd Ewidencji Katastru w Nowym Sączu. Dobrze prowadzone gospodarstwo dawało utrzymanie, Antoni Jurczak powiększał je z dochodów, jakie uzyskiwał z pracy pary koni. W ostatnich latach ubiegłego wieku i na początku bieżącego burmistrzem Muszyny był Jan Pierog. Nastroje przed nowymi wyborami musiały być gorące, bowiem z inicjatywy obywateli utworzony został „Mieszczański Komitet Wyborczy" z przewodniczącym Antonim Jurczakiem. W wyborach w 1903 r. Antoni Jurczak został członkiem zwierzchności gminnej w Muszynie, tzn. jednym z zastępców burmistrza. Złożenie przyrzeczenia członków nowo wybranej zwierzchności odbyło się w Magistracie dnia 4 czerwca 1903 r. o godz. „pół do 9 tej" w obecności dwóch przedstawicieli Rady. Antoni Jurczak cieszył się szacunkiem i zaufaniem współobywateli. Wyrazem tego mogą być np. liczne „Dekrety kuratorskie" wydawane przez c.k. Sąd Powiatowy w Muszynie ustanawiający go kuratorem „ad actum" osób małoletnich lub nieobecnych, aby ich interesów „sumiennie i wedle przepisów prawa bronił". Jeden z pierwszych takich dekretów posiada sygnaturę „L. 4912/ 95 cyw." i wydany został w dniu 09.07.1895 r. W 1909 roku burmistrzem był notariusz muszyński Leopold Hetper, a członkami zwierzchności gminnej: Antoni Jurczak, Franciszek Buszek i Eliasz Reich. Jak wspominali przed laty starzy obywatele Muszyny, praca w notariacie absorbowała L. Hetpera do tego stopnia, że już wówczas funkcję burmistrza praktycznie sprawował Antoni Jurczak. Protokół z posiedzenia Rady gminnej z dnia 27.06.1909 r. wymienia obecnych, burmistrza Leopolda Hetpera, wymienionych wyżej członków zwierzchności gminnej oraz radnych: Jana Bujarskiego, Józefa Bujarskiego, Holfa Freudenfalla, Wojciecha Homę, Wawrzyńca Jurczaka (brata Antoniego), Antoniego Kahackiego, Majera Mangela, Antoniego Pańczaka, Chaskela Reicha, Józefa Sasałę, Antoniego Wasiewicza, Samuela Weissa i Kwiryna Witwickiego. Na wniosek A. Jurczaka Rada uchwaliła na tym zebraniu złożenie oferty na dostawę kamienia łamanego potrzebnego do regulacji Popradu pod Muszyną. W wyniku wyborów w 1912 r. Antoni Jurczak zostaje burmistrzem. W pewnym stopniu była to kontynuacja tradycji rodzinnej, bowiem najstarszy brat Wawrzyńca (dziadka A. Jurczaka) noszący imię Wojciech był również burmistrzem Muszyny w pierwszych latach XIX wieku. Otwierały się realniejsze perspektywy ziszczenia pragnień. Jednym z nich była myśl budowy zakładu wodoleczniczego, w którym można byłoby realizować modną wówczas hydropatię. Według przekazów rodzinnych myśl ta nurtowała A. Jurczaka, lecz - jak to leżało w jego usposobieniu - mówił o swoich projektach bardzo rzadko i to tylko w ścisłym gronie najbliższych domowników. Zakład ów widział na własnej roli ciągnącej się wzdłuż ul. Ogrodowej od miejsca, gdzie dziś stoi dom z apteką, a zlokalizowany miał być wyżej, w okolicy, gdzie obecnie znajduje się willa Helin. Strumień ujęty pod Malnikiem miał być źródłem czystej, zdrowej wody. Muszyna położona pięknie w dolinach Popradu i wpadających do niego Muszynki i Szczawniczka, a więc w terenie dość płaskim, lecz otoczonym zalesionymi górami, miała wspaniałe warunki naturalne do rozwoju. Lecz mimo to Krynica ją ubiegła. Stało się tak głównie za przyczyną działań Józefa Dietla (1804-1878), profesora UJ, prezydenta Krakowa, pioniera balneologii w Polsce; to on spopularyzował krynickie źródła. Zakład hydropatyczny otworzono w Krynicy w 1884 r., kierował nim dr Henryk Ebers. W dużej mierze też jego staraniom Krynica zawdzięcza doprowadzenie toru kolejowego z Muszyny. Do tego czasu wszyscy goście Krynicy dojeżdżali tam dorożkami (fiakrami) z dworca kolejowego w Muszynie. Muszyniacy wprawdzie nieźle na tym zarabiali, ale samo miasto nie miało pożytku. Do jednych z najwcześniejszych trosk i działań, kontynuowanych zresztą przez burmistrza Jurczaka w ciągu wszystkich lat jego rządzenia, były zabiegi o regulację koryt Popradu, Muszynianki i Szczawniczka oraz dbałość o poprawę stanu dróg. Powodzie wyrządzały wiele szkód. Budowa ostróg sięgających aż w nurt rzeki oraz umocnienia brzegów były prowadzone przez rejon dróg wodnych w Nowym Sączu, lecz trzeba było o to zabiegać w Starostwie Nowosądeckim i w Namiestnictwie we Lwowie. Dostawę większości materiałów do regulacji rzek organizowała natomiast gmina, były to kołki i pale wierzbowe, kamień łamany, faszyna, darń. Otwierano na podstawie uzyskiwanych koncesji kamieniołomy. Kamień był również wykorzystywany w postaci tłucznia do naprawy dróg. Surowiec z kamieniołomów rozwożony i składowany przy drogach był rozdrabniany młotkami i formowany w pryzmy przez zatrudnionych do tych prac Cyganów. Początek I wojny światowej nie zakłóca normalnej, skrzętnej działalności Urzędu Gminnego. Świadczy o tym protokół z dnia 3 września 1914 r. z licytacji, cytat: „...części starego materiału (dyli) z mostu rozebranego na rzece Muszynce „pod Basztą" w Muszynie, obecni: Przewodniczący Naczelnik gminy Antoni Jurczak, Zastępca Naczelnika gminy Klemens Monsig; Sekretarz gminy Stanisiaw Kalafut, Radny gminy Wojciech Homa". Do licytacji przystąpili składając wadium po 2 korony: Grzegorz Motylewicz, Józef Pierog, Dominik Homa i Tomasz Furtak (inspektor policji). Licytację wygrał G. Motylewicz oferując sumę najwyższą i wpłacając ją w Urzędzie gminnym (10 kor.). Kontynuując temat dróg i mostów należy odnotować budowę w 1917 r. mostu na Szczawniku, położonego około 100 m powyżej dziś istniejącego mostu, budowę prowadzoną przez grupę strzelców Legionów Polskich pod dowództwem Stanisława Gajewskiego, późniejszego zięcia burmistrza Jurczaka. Po wybudowaniu łazienek mineralnych za Popradem - o czym dalej niezbędny stał się solidny most na Popradzie, który oparłby się naporowi kry oraz powodziom. Istniejące dotąd kładki dla pieszych corocznie były niszczone przez żywioł, zaś powozy z kuracjuszami oraz wory z plonami z pól musiały przeprawiać się przez bród. Przedsiębiorstwo spoza Muszyny zażądało od Urzędu Gminy po 16000 zł za jeden filar mostowy. Była to suma, na którą magistrat absolutnie nie było stać. Burmistrz postanowił, że betonowe filary nowego mostu i całą resztę gmina wybuduje własnymi siłami! I tak się stało. Koszt jednego filara wyniósł 4000 zł. Filary zbrojono zakupionymi starymi szynami kolejowymi. Dużą inicjatywą i pracowitością wykazał się przy tej budowie młody, zdolny, Franciszek Bełdowicz, z zawodu cieśla. Filary mostu wytrzymały wszystkie powodzie, nie zniszczyły ich też do końca ładunki wybuchowe w wywierconych otworach założone i zdetonowane przez Niemców pod koniec II wojny światowej. Główny ciąg komunikacyjny miasta, od dworca kolejowego przez rynek aż do kościoła, miał nawierzchnię utwardzoną tłuczniem, niszczoną pojazdami i wodą spływającą po opadach do rowów. Po szczególnie obfitym deszczu woda wdzierała się z ulicy do wielu niżej położonych obejść domostw zarówno przy ul. Kolejowej, jak i ul. Kościelnej. W czasie suszy, w lecie, za pojazdami unosiły się tumany kurzu, szczególnie za samochodami. Tu na marginesie: magistrat wydał koncesję i na rynku powstała stacja benzynowa. Burmistrz i jego rada znaleźli fundusze: wybudowano kanały tzw. burzowe, wytyczono jezdnie, osadzono krawężniki, kratki spustowe do kanału i na solidnym podłożu wybrukowano jezdnię kostką bazaltową, ułożono chodniki. Na rynku wytyczono i założono dwa skwery wokół starych kapliczek. Inwestycja ta służy do dzisiaj! W 1928 r. myśl o wybudowaniu zakładu kąpielowego, lecz już z wodą mineralną - tzw. łazienek mineralnych - stała się imperatywem, jak zwykle racjonalnego działania. Antoni Jurczak pojechał do Krakowa, do profesora UJ Jana Nowaka (1880-1940), geologa, badacza stratygrafii i tektoniki Karpat. Prosił go o ekspertyzę, gdzie w Muszynie można spodziewać się pokładów wody mineralnej, gdzie należałoby dokonać odwiertu. Profesor zgodził się przyjechać w sezonie letnim, za swoją pracę ustalił wynagrodzenie w wysokości 1000 zł. Burmistrz przedstawił swoje plany radzie, lecz natrafił na opór: wydatek bardzo duży, dojdą koszty wiercenia, a jak wody nie będzie? A. Jurczak nie zgodził się z takim stanowiskiem rady i zaproponował: jeżeli wody nie będzie, to koszty pokryję z własnej kieszeni! Taką propozycję rada przyjęła. Profesor J. Nowak przyjechał do Maszyny, wskazał obszar o największym prawdopodobieństwie występowania wód mineralnych i granicę, poza którą nie warto ich szukać. Wiercenie za Popradem, za Suchą Górą, pod zboczem którego grzbiet wiedzie na Wesołówkę, doprowadziło do przejściowej erupcji wody mineralnej pod ciśnieniem gazów uwięzionych w górotworze. Zakupiony kocioł parowy, płomienicowy oraz tłokową maszynę parową (do pompowania wody z dużej głębokości) transportowano w zimie przez zamarznięty Poprad - mostu jeszcze nie było. Na początek wybudowano cztery kabiny kąpielowe, niejako na próbę. Prace były prowadzone bez zaciągania pożyczek, z własnych funduszów gminy. W następnym roku wybudowano 20 kabin. W 1930 r. A. Jurczak wprowadził Muszynę do Związku Uzdrowisk Polskich (składka roczna wynosiła 200 zł). Na stacji kolejowej pojawił się napis MUSZYNA ZDRÓJ. Łazienki przynosiły dochód gminie, kuracjusze właścicielom pensjonatów, restauracji i sklepów. Kierowniczką łazienek, sprawującą nadzór nad pracą pań z obsługi (kąpielowymi) nad przechowalnią płaszczy i prześcieradeł kąpielowych oraz sprzedającą bilety na oznaczone godziny, była panna Zofia Wilczyńska (po mężu p. Solakowa). Nad pracą kotła i maszyny parowej pompującej wodę mineralną do dużego, zamkniętego drewnianego zbiornika czuwał p. J. Kobieta. Uchwałą Rady zdrój, dzięki któremu Muszyna stała się uzdrowiskiem, otrzymał imię ANTONI dla upamiętnienia zasług burmistrza Antoniego Jurczaka. Ten jednak odbywał już „prywatne" wypady w doskonale znane sobie okolice Muszyny. Myślał o rozbudowie łazienek, szukał borowiny. Znalazł ją w dolinie, zwaną Wilczym. Analiza próbek wykazała jej doskonały skład. Łazienki rozbudowano dostawiając w jednym ciągu pawilon z kabinami do kąpieli borowinowych. Opodal istniejącej kotłowni i maszynowni wybudowane zostało pomieszczenie, w którym w dwóch wielkich drewnianych kadziach parzona była parą z kotłowni borowina. Napełniano nią drewniane wanny (bądź mniejsze pojemniki do kąpieli częściowej), które na specjalnych wózkach pomocnik p. Wilczyńskiego - głównego mistrza od przyrządzania borowiny- dostarczał do kabin. Gorące porcje borowiny do miejscowych okładów dowożone były na życzenie do mieszkań kuracjuszy przez p. Jacennika, na rowerze. Uruchomienie łazienek borowinowych wymagało zgody urzędowego lekarza z Nowego Sącza, tzw. fizyka; był nim wówczas p. dr Zemanek. Przyjechał do Muszyny, ale zezwolenia nie dał. Lekarz zdrojowy Muszyny, dr Seweryn Mściwujewski zaprosił do siebie na obiad pana fizyka oraz burmistrza mając nadzieję, że w atmosferze mniej oficjalnej sprawa zostanie załatwiona. Atmosfera jednak - jak wieść niesie - zaostrzyła się aż na tyle, że Jurczak przeprosiwszy gospodarzy wyszedł. Łazienki borowinowe polecił w nocy uruchomić, aby od rana kuracjusze mogli z nich korzystać. I tak już zostało. Parę lat później wykonano drugi odwiert. Była zima, gdy silny strumień wody mineralnej z ziemią i kamieniami zniszczył część obudowy wieży wiertniczej i, bijąc parę godzin na kilkadziesiąt metrów w górę, pokrył śnieg warstwą mułu i kamieni na dużej przestrzeni wokół szybu. Zdrój otrzymał imię WANDA, takie jakie nosiła żona lekarza zdrojowego dra Mściwujewskiego. Woda mineralna czerpana elektryczną pompą głębinową zasilała pijalnię i dodatkowo łazienki. Lecz same łazienki to nie wszystko. Od mostu na Popradzie aż do łazienek został ułożony wzdłuż drogi chodnik z desek, bo taki był tańszy, a zapewniał niezbędną wygodę. Pod zboczem Suchej Góry (dziś prowadzi tam droga) wybudowano muszlę koncertową. W sezonie letnim odbywały się po południu koncerty orkiestry pod batutą p. Konowalskiego. W innych godzinach była nadawana przez głośniki muzyka popularna i rozrywkowa z płyt. Kabina z aparaturą znajdowała się za muszlą koncertową. Poprad przyciągał setki osób do plażowania i kąpieli. Trawiasta „równia" za Popradem była obsadzona najpierw jednym, a następnie i drugim rzędem szybko rosnących topoli, które dobrze umacniały brzeg rzeki. Rozstawiono pod nimi wiele prostych ławek wykonanych z nieokorowanych, białych drągów brzozowych. Dla wygody plażowiczów magistrat wybudował nad Popradem, naprzeciw ujścia Szczawnika, szatnię z kabinami do przebierania się, z przechowalnią ubrań i sanitariatem. W środkowej części tego drewnianego budynku (na betonowym fundamencie) było pomieszczenie na kajaki, łodzie wiosłowe i leżaki wypożyczane za opłatą. Między mostem i szatnią utworzono duże prostokątne obwałowanie z darni i nawieziono doń czystego, przesianego piasku. Rozeszła się nawet pogłoska, że to piasek z nad morza... Letnicy mieli więc nad Popradem wszystko, bo i dwie budki z napojami, lodami i słodyczami też były czynne. Muszyna stała się znana i modna. W czasie sezonu letniego w 1938 roku przebywało w niej ponad 10000 gości. W Domu Zdrojowym, w Adrii przy rynku i w niektórych pensjonatach odbywały się dancingi. Jednak należy powrócić do innych jeszcze przedsięwzięć zrealizowanych przez burmistrza Antoniego Jurczaka. Pod koniec lat dwudziestych Muszyna nie miała jeszcze elektryczności. Dwie lampy naftowe o jasnym świetle były o zmroku zapalane i wciągane na słupy: jedna na rynku, druga przy przejeździe kolejowym. Elektrownię miejską wybudowano za Muszynką, vis a vis przystanku kolejowego Muszyna Miasto. Wyposażenie zakupiono na dogodne raty od zarządu Krynicy, tam bowiem zainstalowano nowe, większe maszyny. Elektrownię stanowiły dwie lokomobile parowe napędzające szerokimi skórzanymi pasami generatory ustawione na dość wysokich fundamentach dla ochrony przed wysoką wodą powodziową. Lokomobile stały na własnych wysokich kołach. Budową sieci napowietrznej i całością prac elektrycznych kierował p. Serwiński. W pierwszym okresie nie było jeszcze liczników energii w domach (nie od razu Kraków zbudowano). Burmistrz zainstalował u siebie oświetlenie również na podwórku i w stajni oraz polecił ... założyć pierwszy licznik. Muszyna została zelektryfikowana, lampy na słupach oświetlały ulice. Rada podjęła uchwałę, aby w uznaniu zasług burmistrza w tej dziedzinie, został zdemontowany w jego domu licznik energii elektrycznej. I tak się stało. Gdy była już elektryczność, zjawiło się kino. Początkowo były wyświetlane filmy nieme; pod ekranem, za zasłoną ktoś na pianinie akompaniował akcji dziejącej się na ekranie. Widzowie zajmowali miejsca w szeregach ławek. Kino mieściło się przy rynku, w długim drewnianym baraku, prawie dokładnie tam, gdzie obecnie jest budynek straży pożarnej. Dla ochotniczej straży pożarnej w połowie lat trzydziestych gmina zakupiła fiata, samochód strażacki z cysterną, wyposażony dodatkowo w urządzenie do polewania ulic wodą pod ciśnieniem. Służył dobrze obu celom do jakich był przystosowany. Sprzątanie ulic burmistrz zorganizował nieprzeciętnie. Żył w mieście człowiek poszkodowany przez naturę, o niewyraźnej wymowie, trochę niezborny w ruchach, złoszczący się, gdy dzieci mu dokuczały, bądź czasem zaczepiali dorośli. Zaangażował go na etat. Otrzymał niebieski kombinezon, wózek pojemnik na śmieci z miejscem na miotły i szufle. Został niebywale dowartościowany, a prosta praca była wręcz zajęciem rehabilitacyjnym. Sprzątał starannie, koniom wybaczał to, co w sposób naturalny pozostawiały na jezdniach, ale gdy zauważył kogoś śmiecącego, awantura była gotowa, a kto by się z „głupim" sprzeczał! Skutecznie uczył więc też porządku. Porządku na wyższym szczeblu pilnowała policja państwowa z miejscowego posterunku. Była też jednak niezależna policja miejska podlegająca burmistrzowi. Można ją uznać za dalekie następstwo karników w służbie starosty muszyńskiego, zarządcy klucza dóbr biskupów krakowskich, którzy to karnicy byli powołani do sprawowania ochrony mieszkańców przed opryszkami i strzeżenia ładu na jarmarkach i podczas innych zgromadzeń. Policja miejska miała pełne, granatowe z czerwonymi wypustkami umundurowanie i wśród licznych należących do niej obowiązków było też publiczne odczytywanie zarządzeń burmistrza i urzędu gminnego. Odbywało się to, po uprzednim biciu w werbel, po sumie przed kościołem i w dni jarmarku na rynku przed magistratem. Drewniany budynek magistratu, z osłoniętym balkonem na piętrze, stał mniej więcej w miejscu dzisiejszego pawilonu handlowego. Za tym budynkiem przy szopie na opał był... magistracki areszt. Komórka z drewnianą kratą w drzwiach, w sam raz dla drobnego inwentarza, dobrze uzasadniała pojęcie „wsadzania do kory". Zdaje się, że aresztanci nie raz sami odzyskiwali wolność, a ponadto w usposobieniu burmistrza trudno było doszukać się skłonności do represji. Funkcje policjantów miejskich pełnili m.in. Piotr Bukowski z Zazamcza, Józef Górecki, Juraszek. W 1936 r. 27 września, po jedenastu miesiącach budowy, odbyło się uroczyste poświęcenie i otwarcie na Mikowie Domu Związku Ociemniałych Żołnierzy RP imienia Marszałka Józefa Piłsudskiego. Zarząd Główny Związku wydał z tej okazji pamiątkowe wydawnictwo dedykowane burmistrzowi. Od domu tego aż do łazienek za Popradem gmina zainstalowała ciągłą drewnianą poręcz z nielicznymi przerwami dla ruchu pieszych i pojazdów. Wzdłuż poręczy niewidomi kuracjusze mogli bezpiecznie pokonywać tę niemałą przecież odległość. Jednocześnie przeciągnięto nad Popradem stalową linę i uruchomiono prom na uwięzi, który, dla mniej sprawnych niewidomych, skracał drogę do łazienek do kilkuset metrów. Istniejące łazienki stawały się za małe, mimo pracy w sezonie letnim, przy pełnej frekwencji do godz. 21. Wybudowany w latach trzydziestych prywatny „konkurencyjny" zakład kąpieli mineralnych inż. Krówczyńskiego, położony w mieście, był również w pełni wykorzystany. Burmistrz postanowił, że gmina powinna wybudować nowe, duże i nowocześniejsze łazienki. Lokalizację wybrano też za Popradem, tam gdzie była muszla koncertowa. Fundusze miały pochodzić ze sprzedaży części lasów gminnych. Należy bowiem odnotować, że do majątku gminy należało kilkaset hektarów lasów, w znacznej części bukowych, a gmina zatrudniała własną służbę leśną, niezależnie od nadleśnictwa państwowego istniejącego w Maszynie i jego personelu. W 1937 r. Rada Miasta Maszyny na uroczystym posiedzeniu w dniu 7 stycznia postanowiła nadać, z okazji 25-lecia sprawowania władzy, burmistrzowi Antoniemu Jurczakowi obywatelstwo honorowe miasta Maszyny. Główne uroczystości odbyły się w dniu imienin jubilata, 17 stycznia. Spośród wielu telegramów jakie nadeszły z tej okazji warto może przytoczyć dwa: „Wobec jubileuszu ćwierćwiecza sprawowania urzędu burmistrza składamy gorące życzenia dalszej owocnej pracy dla dobra pięknego uzdrowiska, podpisano Zarząd i Dyrekcja Związku Uzdrowisk Polskich ". „Z okazji 25-lecia obywatelskiej pracy dla dobra i rozwoju miasta Maszyny mamy zaszczyt przesłać Czcigodnemu Panu Burmistrzowi jak najserdeczniejsze życzenia najpomyślniejszych dalszych wysiłków. Niech wdzięczność miasta Muszyny i nasza będzie nagrodą za okazywane cnoty i włożony trud i wysiłki, podpisano Zarząd Główny Związku Ociemniałych Żołnierzy R.P. prezes major Wagner, sekretarz Mroziński, skarbnik Mroczkiewicz". W 1938 r. gmina posiadała już pełne plany architektoniczne nowych łazienek. Budowę ich Antoni Jurczak postanowił przekazać następcom wycofując się z kandydowania w wyborach w 1938 r. Losy Kraju i Muszyny niebawem miały jednak zmienić swoje koleje. Szczupła, wysoka sylwetka Starego Burmistrza, zawsze w kapeluszu, z laską w ręku, nie zniknęła z ulic miasta. Chodził, patrzył, miał czas na dłuższe pogawędki ze starymi przyjaciółmi, ale jak zawsze był w swych działaniach konsekwentny; w bieg spraw miasta nie ingerował. W czasie okupacji bardzo ograniczył pokazywanie się w mieście, przyjaciół gościł u siebie. Zmarł w swym domu przy ul. Piłsudskiego 99, w dniu 7 maja 1945 r. Pochowany został na cmentarzu w Muszynie, w grobowcu rodzinnym, który wybudował po śmierci żony w 1938 r. Ostatnią drogę odbył z budynku starego magistratu, gdzie przez kilka godzin obywatele Muszyny zachodzili by złożyć hołd swojemu Burmistrzowi. Rada Miejska nadała bulwarowi za Popradem, prowadzącemu do łazienek, imię Antoniego Jurczaka. |