powrót do strony głównej

powrót | galeria | podziękowania

 

Józef Bieniek

CICHOCIEMNI

We wrześniu 1990 r., w 50. rocznicę rozpoczęcia szkolenia pierwszych polskich ekip spadochroniarskich w Wielkiej Brytanii w kościele św. Kazimierza w Nowym Sączu wmurowano tablicę pamiątkowa ku czci tych, co „spadali z obłoków, by walczyć o wolność i pokój" - cichociemnych. Tablica jest. Ale bez przesady, na podstawie słyszanych rozmów stwierdzić muszę, że 3/4 oglądających tablicę - nie wie o kogo i o co chodzi. Tym bardziej, że samo słowo: cichociemny - brzmi tajemniczo i zagadkowo. Spróbujmy więc w ogromnym skrócie ukazać zarys formacji, której żołnierze, obozując w dalekiej Szkocji, zdecydowali się wejść w szeregi cichociemnych i wrócić do kraju, aby na ojczystej ziemi walczyć o jej wolność lub złożyć w niej swoje kości. Zaistnieli w latach ostatniej wojny w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie, jako kadra wyspecjalizowana w różnych dziedzinach wojny konspiracyjnej i po przeszkoleniu spadochroniarskim - skakali z samolotów w różnych miejscowościach kraju, z przeznaczeniem do zadań specjalnych w poszczególnych jednostkach Armii Krajowej - jako jej żołnierze. Żołnierzy tych nazywali w kraju różnie - „ptaszkami", „zrzutkami", a najczęściej „desantami". Natomiast wśród nich samych utarła się i przyjęła nazwa „cichociemni", a to ze względu na charakter ich działalności, której głównym sprzymierzeńcem była cicha i ciemna noc. W oficjalnej nomenklaturze wojskowej cichociemni nosili miano komandosów. Twórcą cichociemnych był gen. Sikorski, który już w Paryżu, jesienią 1939 r., zaraz po zorganizowaniu podstawowych elementów władz cywilnych i wojskowych na emigracji, rozpoczął starania u rządu francuskiego o przydział kilku maszyn do lotów zrzutowych nad Polskę. Chodziło bowiem o taką formę łączności, która mogłaby nieść krajowi nie tylko gołe słowa rozkazów, zachęty i otuchy, ale również konkretną pomoc w postaci zrzutów ludzi, wyposażenia bojowego i gotówki. Zabiegi generała skończyły się fiaskiem. Po klęsce Francji i ewakuacji władz polskich do Londynu - Sikorski znów zaczął starania o stworzenie bodaj jednej eskadry dla operacji zrzutowych. Zabiegi te trafiły na duże opory ze strony Ministerstwa Wojny i Dowództwa Królewskich Sił Powietrznych (Royal Air Force - RAF), a ponieważ Sikorski nie ustępował - targi trwały aż do kwietnia 1943 r., kiedy brytyjskie Air Ministry ustaliło etat samodzielnej polskiej eskadry dla zadań specjalnych. Eskadra ta w końcowej fazie organizacyjnej liczyła 9 maszyn typu Halifax i Liberator oraz 10 załóg. Dowódcą był kpt. pilot Stanisław Król. Eskadra nosiła nr 301, później 1586 i przeniesiona w styczniu 1944 r. do Włoch, należała do Skrzydła Szczególnego Przeznaczenia nr 334.

Starania gen. Sikorskiego pozostałyby w sferze planów i marzeń, gdyby nie pewien fakt, który dał koncepcjom generała podstawy istnienia i działania. Nocą, 16 lipca 1940 r., w gabinecie premiera Wielkiej Brytanii, przy Downing Street 10 w Londynie, spotkało się trzech możnych brytyjskiego świata polityki: Winston Churchill, minister wojny - Anthony Eden, minister wojny ekonomicznej - Hugh Dalton. Owocem tego spotkania było utworzenie na wniosek Churchilla, potężnej w przyszłości organizacji bojowej, o charakterze konspiracyjnym, z wyłącznym przeznaczeniem dla zadań zaopatrzeniowych, sabotażowych i dywersyjnych w krajach zajmowanych przez Hitlera, a więc i w Polsce. Nowy twór, zatwierdzony przez Gabinet Wojenny 22 lipca 1940 roku, uruchomił z miejsca prace organizacyjne i rozpoczął działalność pod nazwą: Special Operations Executive, czyli Kierownictwo Operacji Specjalnych, w skrócie S O E. Finansowane i kierowane przez rząd brytyjski SOE składało się z sekcji wszystkich krajów, które zagarnięte przez Hitlera zorganizowały w Londynie swoje przedstawicielstwa władzy na emigracji. Pierwszą z nich była Sekcja Polska, na czele której stanął onegdajszy przemysłowiec z Bielska, major, a później pułkownik H.B.Perkins. Sekcja Polska współpracowała ściśle z Oddziałem VI Sztabu Naczelnego Wodza i jego komórką zwaną Wydziałem „S", w których gestii leżały wszystkie sprawy związane z organizacją i realizacją lotów zrzutowych do Polski.

Przede wszystkim SOE zorganizowało kilkadziesiąt stacji szkoleniowych, przygotowujących komandosów i cichociemnych do działań przerzutowych na terenie danego kraju. Po kursach specjalistycznych, głównie w zakresie dywersji, łączności i wywiadu, absolwenci przechodzili szkolenie w skokach spadochronowych i po złożeniu przysięgi na rotę AK - podchodzili na tzw. Stacje Wyczekiwania, gdzie oczekiwali na godzinę odlotu w kierunku kraju do wyznaczonych rejonów i zadań. Skakali na placówkach zrzutowych, zwanych „koszami", gdzie oczekiwały na „gości z obłoków" terenowe oddziały AK. Skakali w ekipach od 3 do 6 ludzi. W operacjach zrzutowych główną rolę odgrywało radio: brytyjska BBC, nadająca terminy lotu przy pomocy nadawanych po dzienniku wieczornym melodii ludowych i patriotycznych, według ustalonego z góry brzmienia. Z tym, że jedne oznaczały, iż tej nocy samoloty pojawią się nad „koszem", a inne sygnalizowały, że lot został odwołany np. z powodu złej pogody.

Wspominając datę: kwiecień 1943 r. należy wyjaśnić rzecz zasadniczą. Starania gen. Sikorskiego, mające charakter oficjalny, szły „górą", po linii uzyskania zgody Air Ministry i gabinetu Churchilla na utworzenie specjalnej eskadry podporządkowanej wyłącznie potrzebom polskich lotów ze zrzutami dla ruchu oporu w kraju.

Niezależnie od zabiegów oficjalnych, „dołem", szły prace przygotowawcze i szkoleniowe, prowadzone przez Wydział VI Sztabu Naczelnego Wodza oraz przez dowódcę Polskiej Samodzielnej Brygady Spadochronowej płka dypl., a później generała, Stanisława Sosabowskiego, z którego formacji pochodziło 3/4 zrzutków, w tym partia oficerów, którzy wzięli udział w pierwszym szkoleniu cichociemnych w jesieni 1940 r.

Pierwszy próbny lot zrzutowy miał się odbyć w grudniu 1940 r. Z przyczyn technicznych lot przesunięto i dopiero w nocy z 14/15 lutego 1941 r. trójka Polaków: rtm. Józef Zabielski „Żbik", mjr Stanisław Krzymowski „Kostek" i kurier Stronnictwa Ludowego Czesław Raczkowski „Włodek", na przystosowanym bombowcu typu Whitley wylądowała w rejonie Skoczowa.

Lot ten był jakby wymuszony przez stronę polską, aby przekonać Anglików, że operacje takie są mimo wszystko możliwe, a dla polskich planów strategicznych bezwzględnie potrzebne.

Po polskiej stronie rolę odbiorczą sygnałów pełniły radiostacje, obsługiwane przez specjalistów z zakresu szybkiej radiotelekomunikacji. Często byli nimi zrzuceni wcześniej cichociemni. Sumując problem dodać trzeba, że razem z lotnisk angielskich w: Norwich, Newmarket, Stradishall, Seconfield i Tempsford oraz włoskiego w Brindisi - wykonano nad terenem Polski 63 loty, zrzucając 316 cichociemnych i 28 kurierów cywilnych, a także ponad 600 ton broni i wyposażenia bojowego. Skoczkowie przywozili również pocztę rządową i wojskową oraz pewne ilości pieniędzy, głównie w dolarach.

No i wreszcie o cichociemnych, rodem z miasta i byłego powiatu Nowy Sącz. Ale tu właśnie sprawa się nieco komplikuje i to z wielu powodów. Na 316 skoczków - rdzennych sądeczan było tylko czterech: Iszkowski, Kwarciński, Piasecki i Winter. Trzeba więc poszerzyć skromną listę o tych cichociemnych, którzy pochodzili z różnych miejscowości Sądecczyzny lub którzy na ziemi tej walczyli, względnie których powojenne losy związały z Nowym Sączem na stałe. I druga sprawa. Nieco pełniejsza biografia każdego ze skoczków - to kilkadziesiąt stron maszynopisu - rzecz przy zawężonym charakterze niniejszego szkicu nie do wykonania. Muszę więc ograniczyć się do minibiogramów, ukazując poszczególne sylwetki w telegraficznym skrócie.

W gromadzie 316 skoczków do najwybitniejszych należy mjr płk Jerzy Erazm Michał Iszkowski, ps. „Orczyk" i „Kord", urodzony 31 III 1914 r. w Nowym Sączu, w rodzinie nauczycielskiej. Już jako uczeń I klasy gimnazjalnej ukończył kurs pilota szybowcowego. Po maturze ochotniczo zgłosił się do Szkoły Podchorążych Piechoty w Zambrowie, po ukończeniu której w 1934 roku przeszedł do Zawodowej Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie, w ramach której odbył w Grudziądzu wyższy kurs myśliwski oraz strzelania i bombardowania powietrznego. W październiku 1937 r., po promocji na podporucznika, został przydzielony do 2.pułku lotniczego w Krakowie, z funkcją szefa pilotów w 21.eskadrze liniowej. W 1939 roku przeszedł na stanowisko dowódcy plutonu w pułkowej szkole pilotażu. W pierwszych dniach września 1939 roku skierowany został do 6.pułku we Lwowie, skąd ewakuowany znalazł się w Rumunii. Z obozu dla internowanych „zwiał' pierwszą okazją i wylądował we Francji, gdzie wszedł w skład polskiego dywizjonu bombowego, który miał dowództwo, załogę i pragnienie walki, niestety, brakło mu samolotów.

Po krachu Francji Iszkowski ewakuował się do Anglii, do obozu lotniczego w Blackpool, pierwszej bazy dywizjonu bombowego 304., w składzie którego miał rozpocząć bojowe loty. Na przeszkodzie stanęła wielomiesięczna choroba. Pierwszy rajd bojowy odbył Iszkowski 21 IV 1941 r. z zadaniem zbombardowania zbiorników paliw płynnych w Rotterdamie. Jako pilot 304.Ciężkiego Dywizjonu Bombowego im. ks.Józefa Poniatowskiego, w składzie Grupy Bomber Command RAF. Latając w tym dywizjonie, od kwietnia do listopada 1941 r., wykonał Iszkowski 33 loty, zrzucając na węzłowe stacje, porty i zakłady przemysłu zbrojeniowego ogółem 35 tysięcy kg bomb. 11 września 1941 r. na lotnisku w Lindholme, główny dowódca Polskich Sił Powietrznych, gen. Ujejski, udekorował Iszkowskiego Srebrnym Krzyżem Virtuti Militari. Później doszły jeszcze inne odznaczenia: czterokrotnie Krzyż Walecznych, Medal Lotniczy i Złoty Krzyż Zasługi oraz brytyjskie: Distinguished Flying Cross, 1939-1945 Star, Air Crews Europa Star i War Medal.

W maju 1941 r., dywizjon 304. otrzymał nowe zadanie w Coastal Command RAF. Zadanie to polegało na obronie wybrzeży Anglii przez zwalczanie żeglugi nieprzyjacielskiej na wodach okalających wyspę. W ramach nowych zadań dywizjon 304. startował 2.451 razy i wykonał 21.331 godzin lotów operacyjnych, atakując i niszcząc wiele okrętów wroga oraz staczając 52 walki powietrzne z myśliwcami niemieckimi. Ostatnim, 36. lotem Iszkowskiego, awansowanego w tym czasie do stopnia kapitana, był udział w dokonanej 30 maja 1942 roku operacji dywanowej nad Kolonię, kiedy to 1000 bombowców zrzuciło 2000 ton bomb, niszcząc miasto do fundamentów. W kwietniu 1943 r. dowództwo Polskich Sił Powietrznych zaproponowało Iszkowskiemu służbę na terenie kraju w charakterze cichociemnego, na odcinku przygotowań lotniczych do planowanego ogólnonarodowego powstania. Iszkowski propozycję przyjął i zaraz podjął szereg kursów przygotowawczych, łącznie z kursem skoków spadochronowych w brytyjskiej Special Training School w Ringway, koło Manchesteru.

Wczesną wiosną 1944 r. przeniósł się Iszkowski do Włoch, gdzie na Stacji Wyczekiwania w Latiano czekał swojej kolejki. 27 IV 1944 roku z lotniska koło Brindisi, mjr Król z eskadry 1586., przerzucił ekipę Iszkowskiego do Polski. Lądowali na placówce „Koza" koło Lublina: płk pil. Jan Biały „Kadłub", mjr pil. Jerzy Iszkowski „Orczyk", mjr lot. Bronisław Lewkowicz „Kura" i kpt. lot. Edmund Marynowski „Seja". Iszkowski lądując zwichnął nogę, której leczenie pochłonęło kilka tygodni. Dopiero w czerwcu wrócił w rejon operacyjny, z nominacją na zastępcę szefa lotnictwa w lubelskiej Komendzie Okręgu AK. Pracę rozpoczął pod nazwiskiem Jerzy Czerski, w Obwodzie AK Dęblin, wizytując komórki lotnicze i opracowując plan mobilizacyjny sił lotniczych w rejonie Dęblina. Załatwiając sprawy służbowe w Warszawie, otrzymał Iszkowski zezwolenie na stworzenie z dęblińskiej kadry lotniczej oddziału partyzanckiego i rozpoczęcie działań dywersyjno-bojowych. 30 lipca ruszył w drogę powrotną. Koło Wołomina pociąg wykoleił się na zniszczonym torze, więc Iszkowski postanowił dalszą drogę przebyć pieszo. Idąc przez las, natknął się na oddział partyzancki i omal nie zginął podejrzany o „szpiegostwo". Po wyjaśnieniu sytuacji wszedł w skład oddziału, na którego czele zdobył miasteczko Tłuszcz. Po kilku dniach, naciskany przez duże siły niemieckie, wycofał się w lasy, gdzie dopadła go obława. Aresztowany i skazany na śmierć, czekał w piwnicy na wykonanie wyroku. Ale tej nocy drzwi do piwnicy pilnował Ślązak, który na prośbę Iszkowskiego oderwał zamocowane na otworze wyjściowym deski i wypuścił skazańca na wolność. Iszkowski przedarł się przez linię frontu i dotarł do wyzwolonego już Lublina. Tu z grupką znajomych zorganizował szkolnictwo średnie i z dniem 1 IX 1944 roku rozpoczął pracę jako nauczyciel gimnazjalny. Niedługo. Aresztowany przez NKWD 1 I 1945 roku stanął przed „sądem", który skazał go na karę śmierci. Na skutek starań żony Eugenii i grona jej znajomych - prezydent Bierut zamienił wyrok śmierci na 10 lat więzienia. Dalsze zabiegi żony przyniosły skrócenie kary do dwóch lat. 1 I 1947 roku opuścił Iszkowski jedno z najcięższych w Polsce więzień - we Wronkach. Ale była to wolność pozorna. Osaczony bezustanną inwigilacją ze strony UB, źle opłacany w pracy i szykanowany ze strony władz politycznych, z sumą przeżyć i doznań wojennych - osłabł psychicznie i fizycznie. Przyszła choroba i o wiele przedwczesna śmierć. Zmarł 29 VIII 1962 roku, licząc zaledwie 48 lat. Na szczęście Iszkowski nie umarł wszystek. Pozostała po nim nie tylko pamięć wspaniałego człowieka, pozostało coś więcej: 10 prac, w sumie kilka tysięcy stron maszynopisu, będących wspomnieniami obrazującymi najważniejsze etapy jego życia. Jak dotąd - prace te nie zostały wykorzystane.

Por. Jan Bienias, ps. „Osterba", urodził się 6 IX 1919 roku w Krauszowie, b. powiat Nowy Targ, skąd w dzieciństwie przeniósł się do Starego Sącza. Tu ukończył kilka klas gimnazjalnych, ale maturę zdał dopiero w Szkocji. W lutym 1940 roku wstąpił do wojska polskiego we Francji, kończąc tu szkołę podchorążych. Ewakuowany do Wielkiej Brytanii wszedł do 1.Brygady Spadochronowej gen. Sosabowskiego, gdzie zgłosił się do służby w kraju. Ukończył szereg kursów ze specjalnością w zakresie dywersji. Spadochroniarską przysięgę na rotę AK złożył 4 III 1942 roku. Skoczył z 10/11 V 1944 r. w rejonie placówki „Nil 2" koło Piotrkowa Trybunalskiego. Przez kilka tygodni walczył w oddziale partyzanckim „Burza", należącym do Okręgu AK Łódź, skąd przeniesiony został do Warszawy, w skład oddziałów przygotowujących powstanie. W powstaniu był dowódcą plutonu w kompanii „Zgoda", baon „Czata 49". Zginął 7 IX 1944 r. w rejonie szpitala św. Łazarza na Czerniakowie. Odznaczony Krzyżem Virtuti Militari.

Rotmistrz kawalerii, Marian Aleksander Józef Jurecki, ps. „Orawa", urodził się 10 VIII 1911 r. w Stróżach, b. pow. Gorlice, w rodzinie kolejarskiej. W 1932 r. tureccy przenieśli się do Starego Sącza. Po maturze podjął naukę w Szkole Podchorążych Marynarki Wojennej w Grudziądzu, skąd przeniósł się do Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie. Ale ani marynarzem, ani lotnikiem nie został. Po roku studiów w Seminarium Duchownym w Krakowie - rzucił sutannę i znów włożył mundur. Tym razem w Szkole Podchorążych Kawalerii w Białymstoku, skąd przeszedł do służby stałej w 10.Pułku Ułanów Litewskich. Kampanię wrześniową odbył w Podlaskiej Brygadzie Kawalerii. Ranny, w ambulansie 10.pułku został przewieziony na Węgry. Po wyleczeniu wyjechał do Francji, gdzie podjął służbę w 24.pułku ułanów, w składzie 10.Brygady Kawalerii, z którą ewakuował się do Anglii, lądując w Samodzielnej Brygadzie Spadochronowej. Tu zgłosił się w szeregi cichociemnych. Po odbyciu wymaganych kursów, zaprzysiężony 4 IV 1941 r., skoczył z piątką kolegów 27/28 XII 1941 r. Zrzuceni pomyłkowo na terenie przyłączonym do Rzeszy - zaatakowani zostali przez posterunek Grenzschutzu. Jurecki, osłaniając kolegów, zginął w walce. Leży na cmentarzu w Brzozowie Starym. Odznaczony Krzyżem Virtuti Militari.

Ignacy Jakub Konstanty ps. „Szmaragd", urodził się 25 VI 1906 r. w Chicago. Jako czteroletnie dziecko przyjechał z rodziną do Starego Sącza i tu pozostał. Po maturze studiował na UJ, zdobywając dyplom mgra filologii klasycznej. Po ukończeniu Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty w Cieszynie uczył w gimnazjum w Dąbrowie Tarnowskiej. W styczniu 1940 roku z dwoma kolegami przeszedł granicę słowacką i dotarł do Budapesztu. W lutym był już we Francji, w szeregach II Dywizji Strzelców. Z Francji ewakuował się do Anglii, gdzie znalazł się w I Brygadzie Spadochronowej.

Tu zgłosił się na kurs cichociemnych, który ukończył w lutym 1943 r. Zaprzysiężony był 31 I 1943 r. Skok odbył z 19/20 III 1943 r. w rejonie Piotrkowa. Następnie przydzielony został do Inspektoratu AK Zamość, jako oficer powstającego właśnie 9. pp AK. W czerwcu 1944 r. skierowany został do Warszawy, dla działań przygotowujących powstanie. Pracował i walczył w dzielnicy Żoliborz do momentu kapitulacji. Idąc w szeregach jenieckich do obozu, uciekł z transportu i 4 XI 1944 r. dotarł do Starego Sącza, gdzie, ukrywając się u rodziny, doczekał wolności. Po wojnie pracował w szkolnictwie średnim do emerytury. Zmarł 3 VII 1972 r. Odznaczony Krzyżem Virtuti Militari.

Kpt. Mieczysław Józef Kwarciński, ps. „Leszcz", „Ziut", „Jaskółka" urodził się 25 XI 1912 r. w Nowym Sączu. Mimo ukończenia seminarium nauczycielskiego podjął prace w kolejnictwie. W międzyczasie ukończył Szkolę Podchorążych Rezerwy Piechoty w Bielsku. 12 V 1940 r. poszedł za głosem żołnierskiego sumienia i opuścił kraj, aby dostać się do wojska. Miesiąc później był już we Francji, a potem w Szkocji, w 4. Kadrowej Brygadzie Strzelców, w której zgłosił się do służby w kraju. Przeszkolony w dywersji i sabotażu, zaprzysiężony 7 IV 1942 r., skoczył z 25/26 I 1943r. Pierwszy przydział: szef Kedywu w Inspektoracie Radzyń. Następnie przeniesiony do Inspektoratu Zamość, na stanowisko dowódcy radiostacji nr 77 i oficera łączności w zgrupowaniu 9. pp. Był z Nowego Sącza wykładowcą w Leśnej Szkole Podchorążych i instruktorem w zakresie obsługi nowoczesnego sprzętu radiokomunikacyjnego. Poza tym brał udział w walkach partyzanckich. Dosłużył się wielu odznaczeń, w tym Virtuti Militari. Po wojnie znalazł się na emigracji. Zmarł w Londynie 23 II 1978 r. Prochy jego spoczęły w grobie rodzinnym na Cmentarzu Komunalnym w Nowym Sączu.

Por.Feliks Perekładowski, ps. „Przyjaciel", urodził się 11 IX 1921 r. w Żółkwi. W 1939 r. ukończył Szkołę Kadetów nr 1 we Lwowie, gdzie walczył we wrześniu, do momentu zajęcia tego miasta przez Sowietów. W październiku, z bratem Jankiem zostali aresztowani w momencie przechodzenia granicy, w drodze do armii gen. Sikorskiego. Wywiezieni do łagru w rejonie Kandałakszy, pracowali przy wyrębie lasu. Janek nie wytrzymał potwornych warunków i zmarł. Feliks w marcu 1942 r. dostał się do armii gen.Andersa, z którym przeszedł do Palestyny. W 3. Dywizji Strzelców Karpackich ukończył szkołę podchorążych. Po wylądowaniu we Włoszech zgłosił się do szkoły cichociemnych i po odbytym przeszkoleniu zaprzysiężony został 14 II 1944 r. Skoczył do Polski z 30/31 V 1944 r. Przydzielony do 1. Pułku Strzelców Podhalańskich AK pełnił funkcję zastępcy, a później dowódcy oddziału partyzanckiego „Wilk". 6 XII 1944 r. oddelegowany był jako dowódca oddziału specjalnego na teren obwodu Nowy Targ. Po wojnie na emigracji. Zmarł 10 XII 1973 r. w Argentynie. Odznaczony krzyżem Virtuti Militari.

Por. piechoty, dr medycyny, Tadeusz Sokół, ps. „Bug 2" i „Irkus", urodził się 16 VI 1914 r. w Czaharach Hrycowieckich, b. powiat Zbaraż. Po zdaniu matury w Tarnopolu podjął studia medyczne na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, które przerwała wojna. W międzyczasie ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy Piechoty w Tarnopolu. W czasie kampanii wrześniowej dostał się do niewoli sowieckiej. Wieziony w głąb Rosji, uciekł z transportu i wrócił w rodzinne strony. Aresztowany wiosną 1944 r., w momencie próby przejścia granicy rumuńskiej w drodze do Wojska Polskiego na Zachodzie, został zesłany do robót w rejonie Archangielska. W lutym 1942 r. dostał się do armii Andersa, w szeregi 3. Dywizji Strzelców Karpackich. Tu zgłosił się do pracy w kraju i po przeszkoleniu w zakresie dywersji, łączności, wywiadu i broni przeciwpancernej, nocą z 21/22 IX 1944 r. wylądował koło Włoszczowej. Rozpoczął służbę jako dowódca kompanii w 2. pułku piechoty legionowej. W październiku 1944 r. przeniesiono Sokoła do Okręgu AK Kraków na stanowisko inspektora. Po wyzwoleniu ukończył studia i osiadł w Nowym Sączu, gdzie dał się poznać jako doskonały lekarz i działacz w służbie zdrowia, w organizacjach społecznych i kombatanckich. Zmarł w warszawskim szpitalu 21 VI 1980 r. Odznaczony Orderem Virtuti Militari i Krzyżem Zasługi.

Kpt. piechoty, Stanisław Winter, ps.„Stanley", „Biały" i inne, urodził się 9 II 1908 r. w Nowym Sączu. Po maturze zaliczył 2 lata prawa na UJ oraz ukończył Szkołę Podchorążych w Krakowie. W kampanii wrześniowej walczył w Batalionie Obrony Narodowej. Po powrocie z frontu, czując się zagrożony aresztowaniem, opuścił kraj. Przez Słowację i Budapeszt dotarł do Francji, a później do Anglii, gdzie zgłosił się do pracy w kraju. Po szeregu kursów zaprzysiężony został 19 I 1942 r. Nocą z 1/2 IX 1942 r. wylądował na placówce Rogi, koło Grójca. W październiku rozpoczął służbę w Okręgu AK Nowogródek, na stanowisku komendanta Obwodu AK Nieśwież. Tu utworzył oddział partyzancki w liczbie 500 żołnierzy, który stanowił 3. batalion 78. pułku piechoty. Oddział ten dowodzony przez „Stanleya" wykonał kilkadziesiąt poważnych akcji bojowych i dywersyjnych, za które Winter odznaczony został Orderem Virtuti Militari oraz Srebrnym Krzyżem Zasługi. Po zajęciu tamtych terenów przez wojska sowieckie, baon „Stanleya" został włączony w skład II Armii Polskiej. Niestety, osławiona Informacja Wojskowa „wyniuchała", że „Stanley" nosi fałszywe nazwisko Jan Hryniewicz, że jest zrzutkiem z Anglii, a więc szpiegiem i wrogiem. Aresztowany w marcu1945 r. przepadł bez śladu. Istnieją trzy wersje na temat jego śmierci, żadna jednak nie została sprawdzona.