Irena Styczyńska
HABENT SUA FATA LIBELLIOdwiedzającym klasztor sióstr Klarysek w Starym Sączu prezentowane jest zdjęcie fotograficzne jednej z kart Vita beate Kunegundis - Żywota błogosławionej Kunegundy, spisanego przez Jana Długosza. Na karcie widoczny jest tekst łaciński pisany ręką samego autora dzieła oraz pismo jego skryby. Najstarszym i pierwszym znanym życiorysem Kingi jest Vita et miracula sanctae Kyngae ducissae Cracoviensis, czyli Żywot i cuda świętej Kingi, księżny krakowskiej. Dzieło to napisane w języku łacińskim w Starym Sączu, przypisywane jest dwóm autorom. Według rozeznania badaczy Żywot spisany został w latach 1317-20 przez franciszkanina brata Floriana - pełnomocnika, zarządcę oraz notariusza klasztoru Klarysek. Autor Cudów nie jest znany z imienia. Domniemać można, że nie był cudzoziemcem, skoro w swym dziele użył polskiej formy zdrobniałej od imienia Kunegunda - Kinga. Następną biografię Kingi napisał franciszkanin Stanisław. Wpływ na jej powstanie przypisuje się królowej Jadwidze. Wydana została w 1401 r. w dwa lata po śmierci królowej. Autorem kolejnego opisu życia Kingi był Jan Długosz. Dzieło to nosi tytuł Vita beate Kunegundis - Żywot błogosławionej Kunegundy. Napisany w języku łacińskim Żywot oparł Jan Długosz o prace swoich poprzedników. Dodał doń szczegóły z życia fundatorki i ksieni klasztoru, jakie zasłyszał, kiedy przebywając z królewiczami Władysławem, Janem Olbrachtem, Kazimierzem i Aleksandrem w latach 1467-68 na zamku w Nowym Sączu, odwiedzał starosądeckie klaryski. Pod pieczą autora wykonany został przez jego skrybę, Krzysztofa z Dębowego Działu (dziś Dębowiec), piękny pergaminowy rękopis Żywota zdobny wieloma dużymi i małymi inicjałami. Dzieło dedykowane Jakubowi z Sienna - prymasowi Polski, ofiarował Jan Długosz dnia 8 maja 1474 r. w dzień św. Stanisława jako że Święty doznawał szczególnej czci w klasztorach franciszkańskich z racji kanonizacji w Asyżu - klasztorowi Panien Klarysek w Starym Sączu. Długoszowe dzieło przetłumaczył na język polski i opublikował w 1617 r. wykształcony na Uniwersytecie Krakowskim i w Padwie, doktor teologii i spowiednik starosądeckich klarysek (1617-19), Przecław Mojecki. Żywot Kingi był „rozchwytywany z rąk do rąk, czytany z zamiłowaniem tak po naszych miastach, jak i dworach ". Zmienność historycznych losów, a przede wszystkim dokonana w 1782 r. „józefińska" kasata klasztoru, jak i nieprzyjazny stosunek zaborcy austriackiego do najbogaciej w Galicji uposażonego domu zakonnego, kontemplacyjnego, jakim były wówczas starosądeckie klaryski, doprowadziły do jego ograbienia i zniszczenia. Rozproszeniu uległy archiwalia i dokumenty. Nie wiadomo, w jaki sposób ustrzegły zakonnice Długoszowy Żywot przed rabunkiem austriackim. Przywrócony do działania z powrotem klasztor ss Klarysek w Starym Sączu posiadał u siebie Długoszowy kodeks. Przechowywany przez wieki, pieczołowicie chroniony, przetrwał w klasztorze do 1830 r. Wypożyczył go wówczas katecheta prowadzonej przez klaryski szkoły dla dziewcząt, a kiedy zmarł w dwa lata później, cenny rękopis do biblioteki klasztornej nie powrócił. Zakonnice zapomniały w trudnych latach odbudowy życia zakonnego o Żywocie błogosławionej Kunegundy. Hr. Tytus Działyński zwiedzał w 1844 r. starosądecki klasztor, a dowiedziawszy się, że zaginął Długoszowy Żywot, jakże ważny dokument kronikarski i historyczny dla dziejów nie tylko Sądecczyzny, wyznaczył za jego odnalezienie nagrodę w wysokości 400 guldenów. Sprawa stała się głośna. Do poszukujących rękopisu dotarła w roku 1846 wieść, iż katecheta wypożyczający w 1830 r. rękopis Żywota użyczył tej księgi starosądeckiemu klerykowi, Michałowi Głowackiemu, który powziął zamiar dokonania jego przekładu. Księdza Michała „Światopełka" Głowackiego aresztowali Austriacy za przywódczy udział w powstaniu górali chochołowskich. Strącony ze schodów więzienia mieszczącego się w piwnicach zamku nowosądeckiego, rozchorował się śmiertelnie. Konając w maju 1846 r. wyznał swej siostrze, że poszukiwany rękopis Żywota znajduje się na wikarówce w Poroninie. Złożył też dla władz odpowiednie oświadczenie, by tenże mógł powrócić do prawowitych właścicielek. Opieszałość austriackich władz w załatwianiu zwrotu rękopisu spowodowała jego zaginięcie spod urzędowych pieczęci. Historycy - Józef Łepkowski i Józef Jerzmanowski będący w 1849 r. w podróży naukowej po Sądecczyźnie, a nie znalazłszy sławnego Długoszowego dzieła w klasztorze u klarysek, podali o tym informację w krakowskim „Czasie" - jego „Dodatku Literackim". Wzywali wszystkich do poszukiwania zaginionego rękopisu. W 1852 r. poinformował klaryski Józafat Zalewski - jezuita, że Długoszowy rękopis Żywota znajduje się we Lwowie w zbiorach hr. Włodzimierza Dzieduszyckiego. Tamże dokonana została też dokładna kopia tego dzieła. Hrabia, dowiedziawszy się czyją własnością jest rękopis, gotów był zwrócić klaryskom ich własność lub wykupić ją za 400-500 zł polskich. Choć suma ta była ogromna, a klasztor w potrzebie, klaryski nie zgodziły się na sprzedaż księgi. W "Czasie" ukazała się deklaracja hr. Dzieduszyckiego tłumacząca, iż rękopis nabył, nie wiedząc czyją był własnością. Brakowało w księdze dwóch tytułowych stron. Maurycy Dzieduszycki - historyk - polecił Ossolineum wykonanie wierzytelnego ich odpisu z XVII wiecznej kopii dzieła i wszycie ich do oryginału. Via krakowska kapituła katedralna oraz konsystorz w Tarnowie Długoszowy rękopis Żywota błogosławionej Kunegundy powrócił do klasztoru Panien Klarysek w 1854 r. 0 tym, że rękopis znalazł się w prawowitych rękach, w Starym Sączu, można było przeczytać w "Czasie" w numerze 183 z 1856 r. w artykule pt. Wycieczka do Szczawnicy. Długoszowy kodeks oprawiony jest w zamszową skórę, spięty gotyckimi mosiężnymi klamrami. Przechowywany jest w specjalnej drewnianej obudowie. Bezpiecznie przetrwał w schowku podczas pierwszej i drugiej wojny światowej. Niemniej dziwne dzieje spotkały i drugi rękopis Żywota. Sporządzony na pergaminie przez tegoż samego skrybę - Krzysztofa z Dębowego Działu, był własnością krakowskiej kapituły katedralnej. Dzieło to zostało wypożyczone w 1627 r. dla potrzeb procesu kanonizacyjnego Kingi i wraz z aktami zostało przekazane do Rzymu. Do archiwum katedralnego powrócił rękopis w 1636 r. i do pewnego czasu spokojnie był w nim przechowywany. Zagadkowy jest sposób i czas, w którym ten rękopiśmienny egzemplarz Żywota błogosławionej Kunegundy zniknął z akt kapituły krakowskiej. Kiedy starosądecki egzemplarz Żywota powrócił do Starego Sącza, kościelną urzędową drogą, chcąc porównać obydwa Długoszowe rękopisy, sięgnięto po krakowski egzemplarz dzieła. Okazało się, że ten zniknął z katedralnego archiwum. Kapituła postanowiła więc wykonać kopię starosądeckiego egzemplarza. Za jej sporządzenie wypłaciła dnia 11 XI 1854 r. wysoką kwotę 200 zł r.w.a. W 1887 r. wydane zostały drukiem Dzieła wszystkie Jana Długosza. W ich pierwszym tomie umieszczony został Żywot błogosławionej Kunegundy, podany według kopii wykonanej we Lwowie. Piszący wstęp do tego tomu, Żegota Pauli - nowosądeczanin - ujawnił w nim, że będący własnością kapituły katedralnej w Krakowie egzemplarz Żywota znalazł się w bibliotece Tadeusza Czapskiego, skąd włączony został do zbiorów Muzeum Czartoryskich w Krakowie. |