Marek Basiaga
JAN SANDECKI-MALECKI,
NAJWYBITNIEJSZY DRUKARZ RODEM Z SĄCZA
Nie sposób
przecenić roli drukarzy w rozwoju kultury narodowej w XVI w., a
zwłaszcza zasług w ukształtowaniu języka polskiego. Historia
polskiego słowa drukowanego rozpoczyna się w I. 70 - tych XV w.,
ale dopiero impressorowie późniejsi, którzy dla zarobku
przybywali do Krakowa z Niemiec, otwierają oficyny drukarskie, tłoczą
najpierw księgi kościelne lub zbiory ustaw, podręczniki
szkolne, a wreszcie dzieła literatury pięknej, w sposób decydujący
przyczynili się zarówno do rozwoju sztuki drukarskiej, jak i
literatury polskiej. W historii kultury polskiej znane są
nazwiska Hallerów, Unglerów, Wietorów, Szarffenbergów, którzy
współpracując z bakałarzami Akademii Krakowskiej proponowali
polskiemu odbiorcy coraz to nowe i atrakcyjne pozycje, dbając o
tematykę, formę, interesującą oprawę graficzną. Wielu z
polskich autorów współpracowało z nimi, dając podwaliny pod
rozwój literatury polskiej. Należał do nich także i Jan
Sandecki - Malecki, postać pozostająca trochę w mroku historii,
a będąca jedyną prawdziwą osobistością pochodzącą z
naszego regionu, która wniosła poważny, i coraz poważniej
traktowany wkład, w rozwój kultury renesansowej w Polsce.
Jan z Sącza (zw.
także Sandeckim, później Maleckim) ur. się ok. 1490 r., a więc
prawie dokładnie pięćset lat temu, najprawdopodobniej w Nowym
Sączu. Była to postać nader ciekawa i jak na współczesne nam
czasy, kontrowersyjna. Jest owiana mgiełką tajemnicy, pewne
fakty z życia Sandeckiego nie są dokładnie znane, a opinie o
nim mocno zróżnicowane. Zmarł w Ełku w poł. 1567 r., przeżywszy
ponad 70 lat. W tym tak długim, jak na owe czasy, życiu
jednostkowym, a tak odległym dla nas, ukrywa się dużo zmagań
ż przeciwnościami losu, który nie był zbyt łaskawy dla
naszego współziomka. Oceny jego działalności i charakteru są
rozbieżne, jak zawsze bywa z osobą, która musi jako jedna z
pierwszych przecierać ścieżki w dziedzinie dopiero ząbkującej,
nieznanej, stawiającej nieśmiałe jeszcze, ale istotne kroki.
Jako pisarz,
drukarz - wydawca musiał umieć przezwyciężać niedoskonałości
zapisu i druku języka polskiego, który dopiero w tym właśnie
XVI w. został nobilitowany jako język literacki, odcinając się
coraz to skuteczniej od wszechwładnej zdawałoby się łaciny,
dzięki różnorakim tłumaczeniom Pisma św. oraz twórczości
tak wybitnych postaci jak Mikołaj Rej, czy Jan Kochanowski.
Nie tylko kłopoty
z precyzją i jednoznacznością języka wydanych rękopisów, ale
i walka z konkurencją panującą na rynku drukarskim (prawie w całości
opanowanym przez drukarzy pochodzących z Niemiec), towarzyszyły
mu przez całe życie i zniweczyły wiele planów i zamysłów.
Ale wróćmy do
chronologii. Jan Sandecki, po skończeniu elementarnych nauk w
rodzinnym mieście, prawdopodobnie zapisał się na Akademię
Krakowską. Nie jest to informacja w pełni potwierdzona, gdyż,
jak utrzymywali jego przeciwnicy, nazywając go prostakiem umysłowym,
i przypuszczają niektórzy ze współczesnych badaczy, niewiele
wyniósł z tej nauki, jeśli w ogóle ją podjął. Jeśli
potoczna obserwacja przekonywa nas, że wielu w przeszłości
wielkich ludzi było nieukami, to na pewno faktem jest, że sama
atmosfera umysłowa ówczesnego Krakowa, coraz silniejsze
tendencje zapewnienia językowi ojczystemu należnych mu praw w piśmiennictwie,
rozkwit walki z niemczyzną, jak i dążność do objęcia słowem
drukowanym jak najszerszych mas, musiały ukształtować młodą i
energiczną umysłowość Jaśka z Nowego Sącza. Te nurty, a
szczególnie rola pierwszej drukowanej książki, tj. „Raju
dusznego" (1513) Biernata z Lublina, o której to książce
wiemy od samego Sandeckiego, że wywarła na niego przeogromny wpływ
(posiadał dwa jej egzemplarze), wytyczyły jego drogę twórczą.
Znalazłszy się
w Krakowie, zmuszony ciężkimi warunkami życia, podejmuje pracę
w drukarni F. Unglera, najpierw jako uczeń, następnie czeladnik;
w związku z czym przyjął w 1523 r. prawo miejskie. Z powodu
biedy podejmuje się prac korektorskich i redakcyjnych. Pierwszym
drukiem Jana było tłumaczenie „Początku Ewangelii św.
Jana" wyd. u Hallera ok. 1518/19. Następnym drukiem
tego rodzaju, nad którym pełnił pieczę językową, był wyd. w
1522 r. „Żywot Pana Jezu Krysta" św. Bonawentury, w tłumaczeniu
Baltazara Opecia, dzieło słynne w historii drukarstwa
polskiego. Można zauważyć wyjątkowo głęboką pracę nad
tekstem, udoskonalającym go pod względem językowym i
literackim, tak że utwór uzyskał duże wzięcie wśród
czytelników.
Z krakowskiego
okresu działalności Jana pochodzą zapiski sądowe, w których
spotyka się jego nazwisko kilkakrotnie. Najciekawsza jest sprawa
związana ze sporem o wynagrodzenie za pracę pomiędzy nim a F.
Unglerem. Chlebodawca, mimo wyroku przychylnego dla Jana, nie wypłacił
mu należności (3 zł), lecz dał mu jako gwarancję zapłaty
czcionki. Lecz sądeczanin sprzedał je innemu drukarzowi, Wietorowi,
co wywołało kolejne skargi sądowe, a jemu samemu przysporzyło
opinii chciwca i zachłannego na pieniądze człowieka.
Był rok, w którym
wydawało się, że los uśmiechnął się do Jana, a to 1525.
Pracował wówczas w drukarni Wietora i zawarł związek małżeński
z mieszczką krakowską (córką sługi miejskiego przy większej
wadze), Dorotą Kunicką. Marzy mu się otwarcie własnej
drukarni, a tym samym niezależność. Uzyskał nawet przywilej na
wyłączny druk i sprzedaż popularnych kalendarzy, co rokowało
duże zyski. Jednak wszystkie te plany niweczy zmowa księgarzy
krakowskich.
Do tych
niepowodzeń dołącza się też i choroba żony oraz coraz
bardziej pogłębiająca się nędza. Dowodzi tego zapis
krakowskiego sądu konsystorskiego o uwolnieniu żony spod
represji karnych, gdyż nie zapłaciła ona kramarce nikłego długu
w wys. 1 zł. i 14 gr. za koszulę. Otóż tę drobną sumę
zobowiązuje się Sandecki spłacić aż w dwu ratach. Kilka dni
po tej rozprawie umiera mu żona, która osierociła w 1528 r. ich
jedynego syna Hieronima. Swój ból i cierpienie wyraża w wierszu
pt. „Napominanie ku cierpliwości":
Rad przyjmij zawżdy
wszytki przeciwności, Abyś dostąpił niebieskiej radości ...
Noś krzyż twój cierpiąc
wszytki przeciwności
Wszystkie te
niepowodzenia spowodowały, że Jan Sandecki opuścił Kraków i
wyjechał w r. 1530 (31) do Pułtuska, aby prowadzić tam drukarnię
biskupa A. Krzyckiego. Pozostawił za sobą najbardziej
owocny okres, w którym wydał m.in. „Fortuny i cnoty różności"
30
(1524), „Żywot
św. Aleksego" i „Żywot wtóry św. Eustachiusza"
(1529), a zwłaszcza „Ewangeliarz" (1527) i jako współautor
przyczynił się do wydania największego bestselleru tego
czasu, tj. „Historii rozmaitych z rzymskich i z innych dziejów
wybranych" (1529), którego niesłabnące powodzenie przetrwało
w okrojonej formie aż do wybuchu II wojny światowej.
Swoją działalność
w Pułtusku rozpoczął wydaniem przepowiedni astrologicznych na
I. 1532 - 40. Drukarnia pułtuska w tym okresie wydawała dziecka
przypadkowe i w języku łacińskim, co zraziło Jana na tyle, że
w r. 1536 ucieka do Prus Wschodnich. Zerwał wtedy z katolicyzmem
i przeszedł do obozu reformatorskiego. Od ks. Albrechta otrzymuje
stanowisko pastora ludności polskiej wyznania luterańskiego,
superintendenta luterańskiego. Jednak szybko zraża do siebie księcia,
gdyż jest ignorantem w sprawach religijnych, a nawet nie potrafi
udzielić chrztu, co kończy się kompromitacją wobec swego
mecenasa.
Funkcje kościelne
pełni zatem raczej z konieczności, przede wszystkim pragnie
wydawać. Lecz wyrosła mu znowu konkurencja w postaci
energicznego Jana Seklucjana, kaznodziei polskiej gminy
ewangelickiej w Królewcu. Gdy Seklucjan wydaje „Katechizm dla
prostego ludu" (1545), Malecki (bo takie nazwisko przyjął
Jan z Sącza w Prusach Wschodnich) dokonuje wnikliwej krytyki tego
dzieła i wydaje swój konkurencyjny katechizm. Ale obrotny
Seklucjan umiejętną propagandą doprowadził do tego, że
katechizm nie został rozkupiony, a Jan poniósł dotkliwe straty.
Główne znaczenie dyskusji językowo - literackiej polegało nie
na tym, kto z polemistów miał rację. Świadczyło to o tym, że
dla twórców renesansowych język nie był jeszcze systemem
gotowym, lecz czymś żywym, spontanicznym, w co można było i
należało ingerować. Malecki był zwolennikiem konserwatyzmu językowego,
z wpływami czeskimi, podczas gdy Seklucjan chciał wprowadzić słownictwo
potoczne. O ostrości polemiki świadczy obelga Seklucjana pod
adresem Sandeckiego: „prawys dupa, miły yanie", na
co Jan odpowiada: „Prawas brednia (nie rzeke pierdoła) miły
panie. Bo nie wiesz, co bredzisz".
Niespodziewany
spadek otrzymany przez jego syna Hieronima niewiele pomógł
Sandeckiemu. Założona przez niego drukarnia w Ełku
najprawdopodobniej wydała jedno znane dzieło: „Nowy
Testament..." (1552) - był to tylko próbny arkusz. Nie
udaje mu się również założenie warsztatu drukarskiego u księcia
Radziwiłła Czarnego na Litwie. Niefortunne wydanie druku Piotra
z Goniądza, który zaprzeczał boskości Chrystusa, ściągnął
na niego gniew ks. Albrechta, zakazującego pod karą śmierci
rozpowszechnianie tego dzieła. I znowu straty materialne rujnują
go i zmuszają do sprzedaży drukarni Daubmannowi z Królewca, w
r. 1558. Malecki od tego czasu zajmuje się działalnością
literacką, pisze dziełko o wierzeniach pogańskich dawnej ludności
Prus. Ostatnią próbą była chęć wydania słownika polsko - łacińskiego,
ale na tym polu pobił go Jan Mączyński, tak że Malecki
musiał zadowolić się jedynie adiustacją dzieła konkurenta.
Działalność
ojca starał się kontynuować jego syn Hieronim, natomiast Jan,
załamany i schorowany zmarł wkrótce w Ełku w 1567 r.
Jan z Sącza był
jednym z pierwszych i nielicznych drukarzy - Polaków wśród obrońców
języka polskiego. I choć w swej działalności nie zawsze mu się
wiodło, to nie ulega wątpliwości, że jego praca drukarska i
wydawnicza, zwłaszcza z okresu krakowskiego, jest znaczącym
rozdziałem w historii drukarstwa polskiego i stawia naszego współziomka
w gronie wybitnych przedstawicieli kultury Złotego Wieku w
Polsce. |