|
Józef Bieniek Z RAJZBRETEM I KIELNIĄ W HERBIE1. W historii ich nie znajdziemy. A powinni być. Przynajmniej w sądeckiej, jako że tu zakorzeniwszy się, wnieśli w dzieje budownictwa miasta i powiatu olbrzymi dorobek, lokując w nim swoje zdolności, talenty i twórcze ambicje. A więc o Remich. Nazwisko wprawdzie polskie, ale czuć w nim zapach Orientu. Kiedy pierwszy Remi zjawił się w Krasiczynie i skąd przybył - nie wiadomo. Dostępne zapiski zaczynają dzieje rodu od pierwszej połowy XIX wieku, wymieniając w czołówce Walentego Remi. W osobie Walentego prezentuje ród Remich od razu wysoką klasę: mistrz tapicerski i siodlarski. To z zawodu. Z zamiłowania natomiast znakomity i szeroko znany działacz społeczny, broniący praw rzemieślniczej rzeszy, walczący o należne jej przywileje i o możliwie najszerszy rozwój rękodzielnictwa, we wszelkich jego twórczych wariantach. Swym pasjom daje publiczny wyraz pisząc i drukując w prasie lwowskiej, najczęściej na łamach „Gazety Narodowej", „Przeglądu" i „Chrześcijanina". Do ciekawszych jego prac należy rozprawa na temat: Kwestia budowy tanich pomieszczeń dla klasy robotniczej we Lwowie. Wymieniona praca opublikowana została w 1894 r. Wspominam ją celowo: w rzemieślniczej duszy Walentego odezwały się nuty wielkiego budownictwa o charakterze społecznym, których realizatorami zostali jego następcy: dwóch Zenonów - syn i wnuk. Budowniczowie z wykształcenia, powołania i zamiłowania. Syn Walentego: Zenon Adam Remi, urodził się 22 grudnia 1873 r. w Krasiczynie. Tu ukończył szkołę podstawową. Kolejnym etapem nauki był Kraków, gdzie uczęszczał do gimnazjum oraz do Państwowej Szkoły Przemysłowej, w której wykłady odbywały się wieczorami i w niedzielę. Z Krakowa przeniósł się do Lwowa, gdzie w Szkole Przemysłowej (później politechnika) rozpoczął naukę zawodu ciesielskiego, kończąc ją w 1896 r. egzaminem przed Komisją C. K. Namiestnictwa we Lwowie. Egzamin dał mu wprawdzie koncesję na mistrza ciesielskiego, ale ambitnemu młodzianowi zamarzył się wielki świat budownictwa i architektury. Kontynuował więc naukę w Szkole Przemysłowej poznając różne kierunki sztuki budowlanej, łącznie z projektowaniem. Równocześnie kształcił się praktycznie, pracując w renomowanych firmach, jak Pracownia Architekta i Budowniczego Tadeusza Mostowskiego, i Pracownia Ciesielska Kazimierza Hroboniego we Lwowie. Szkołę Przemysłową ukończył w 1897 r. Wybitnie zdolny i wyposażony w bardzo pozytywne rekomendacje na temat: „(...) znajomości projektowania i wszelkich prac budowlanych" - poprowadził samodzielnie budowę poważnych obiektów, jak szkoły na terenie Lwowa, koszar w Monasterzyskach i willi w Sasowie. On też był autorem projektu szkoły w Rohatynie, planu fabryki papieru w Sasowie oraz planu szczegółów wyposażeniowych Muzeum Górniczego (Saliny polskie) dla miasta Wieliczki. Kontakt z Wieliczką, na podstawie rozpisanego konkursu, powiązał Remiego ze sferami budowlańców w Krakowie, a przez Kraków z Nowym Sączem. Owocem tych kontaktów był fakt, że od 1898 r. Remi przeniósł się do Nowego Sącza i podjął pracę w zakładzie projektowo-budowlanym Jana Perosia. Kto go zaangażował - trafił w dziesiątkę, wprowadzając na arenę budownictwa miasta i powiatu postać o wyjątkowych walorach. Remi, rzemieślniczy syn, obdarzony wybitnym talentem, zdolnościami i rzadko spotykaną aktywnością twórczą, wychowanek twardej szkoły życia kształtowanego od wczesnej młodości dwoma nurtami: praktycznym i teoretycznym - wniósł w świat sądeckiego budownictwa pasję działania o nieznanej w dziejach miasta skali. Poza tym trafił na szczęśliwy moment. W dziadującej mieścinie odkrył austriacki zaborca wysokie walory o strategiczno-topograficznym charakterze. Przydatne także na wypadek wojny. W gabinetach ministerialnych Wiednia już w 1871 r. powstał plan rozbudowy ekonomicznej sądeckiego rejonu. Podstawowym krokiem była uchwalana przez parlament austriacki w kwietniu 1873 r., budowa kolei zwanej „Węzłem Tarnowsko-Leluchowskim", z odgałęzieniami w kierunku Krynicy i Chabówki. W 1876 r. powstały przy stacji Nowy Sącz wielkie i przez lata rozbudowywane Warsztaty Kolejowe. Kolejnictwo i Warsztaty sprowadziły do Nowego Sącza sporą grupę obcych ludzi, świetnych fachowców i działaczy społecznych, co w wysokim stopniu wpłynęło na rozwój gospodarczy miasta. Także i w dziedzinie budownictwa, otwierając przed młodym entuzjastą, architektem Zenonem Remi, wymarzony klimat i warunki dla twórczego działania. Zaczął w zakładzie Jana Perosia, współpracując w projektowaniu takich obiektów, jak szpital powszechny, ratusz i dyrekcja finansowa. Równocześnie pomagał Perosiowi dozorując wykonawstwo poszczególnych elementów wymienionych budów. Swymi zdolnościami i talentem organizacyjnym rychło zwrócił na siebie uwagę specjalistów z Zarządu miasta: z dniem 1 stycznia 1901 r. zostaje zatrudniony w Miejskim Urzędzie Budownictwa. Przydzielony do pomocy architektowi Stanisławowi Chołonieckiemu - wspólnie opracowują projekt kompleksu koszarowego dla 20. pułku piechoty austriackiej. Pod nadzorem Chołonieckiego, Remi przeprowadził całość robót związanych z budową tychże koszar. Równocześnie sporządził i wykonał adaptację budynku przy ul. Jagiellońskiej 84, z przeznaczeniem na użytek koszarowy. W roku 1903, po kolejnym egzaminie przed Komisją C. K. Namiestnictwa we Lwowie, uzyskał Remi tytuł i uprawnienia budowniczego. To przyniosło nowy awans: w 1904 r. uchwałą Rady Miasta otrzymał nominację budowniczego miejskiego przy Magistracie w Nowym Sączu. Rok później „Wydział Krajowy" we Lwowie zleca Remiemu, autoryzowanemu budowniczemu, bardzo odpowiedzialne zadanie: budowę nowego szpitala powszechnego przy ul. Młyńskiej 5. W 1906 r. utyskuje koncesją na budowniczego z Urzędu C. K. Radcy Namiestnictwa i Starosty w Nowym Sączu, co poszerza jego działalność przenosząc ją na inne miasta ówczesnej Galicji. Owocem nowych uprawnień było kilkadziesiąt obiektów zaprojektowanych i nadzorowanych w rejonie miast Podkarpacia, między innymi gmach Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół" i budynek szkoły powszechnej w Starym Sączu. Jako budowniczy miejski, poza tworzeniem projektów - sprawuje nad ich realizacją nadzór techniczny, a także ogólny, z tytułu autorstwa. Szalenie pracowity żył jak w gorączce, jak wulkan, tworząc w tym okresie główne dzieła swego życia. Oto niektóre z nich:
Jego też dziełem był projekt hali maszyn, kuźni i domu administracyjnego Miejskiego Zakładu Energetycznego w Nowym Sączu oraz adaptacja części Domu Robotniczego na planowane właśnie przez kolejarzy Kino „Wiedza". Tuż przed wybuchem wojny przyłącza się do zespołu architektów pracujących nad rekonstrukcją, odbudową i przebudową kompleksu dawnych domów kapitulnych. Wojna nie wpłynęła hamująco na procesy twórcze Remiego, lekko je tylko ograniczając i ukierunkowując na dozór i utrzymanie w pełnej sprawności operacyjnej urządzeń komunalnych miasta. Sumując efekty twórcze Remiego, można je podać według klasyfikacji branżowej: I. Obiekty użyteczności społecznej i publicznej - szt. 24, II. Domy mieszkalne jedno- i wielorodzinne - szt. 30, III. Dwory ziemiańskie - szt. 4, IV. Inne: projekty wodociągów i kanalizacji oraz budynki produkcyjne, magazynowe i inne - szt. 10. Do wymienionych dodać trzeba kilkadziesiąt projektów wykonanych we Lwowie i w Nowym Sączu, w pracowniach innych architektów, przed uzyskaniem przez Remiego uprawnień. Pierwszy projekt nosi datę 1901 r., ostatni: maj 1924 r. Na obszarze Nowego Sącza większość dzieł Remiego stoi do dnia dzisiejszego, wyróżniając się bogactwem formy, oryginalnym wypracowaniem detali elewacyjnych i starannym wykonawstwem. I tu miejsce na podkreślenie bardzo istotnego elementu w twórczości Remiego. Tworzył w zasadzie zgodnie z obowiązującym w tym okresie stylem, zwanym secesją. Remi jednak, utalentowany indywidualista, nie trzymał się nigdy kurczowo obowiązujących wzorców. W każdym rozwiązaniu projektowym znalazł miejsce na coś oryginalnego, na detale piękna i harmonii, które nadawały budowie wyraźne piętno osobistych upodobań i gustów, z korzyścią dla obiektu. Klasyczne przykłady wybitnych zdolności Remiego w rozwiązywaniu problemów architektoniczno-przestrzennych znajdziemy w Nowym Sączu na zamknięciu ul. Lwowskiej. Aby to stwierdzić, wystarczy otwartemu na piękno stanąć na wschodnim krańcu mostu na Kamienicy i popatrzeć na pierwsze domy: naroża ulic Lwowska-Wałowa i Lwowska-Zakościelna. Wyrastając wysoko ponad urwistymi brzegami Kamienicy - stanowią rzadko spotykany okaz wyjątkowo udanej kompozycji architektonicznej, tchnącej niemal poetyckim polotem. To pobieżne zestawienie dorobku Remiego, porównane z krótkim okresem jego sądeckiej działalności (lata 1900-1924) - pozwala stwierdzić, że pod względem ilości wykonanych prac, Remi nie miał sobie równych. Cechą główną jego osobowości i postawy twórczej - była rzadko spotykana pracowitość, obowiązkowość, rzetelność i talent. Rzeczą charakterystyczną w życiu Remiego był jego aktywny udział w działalności społecznej. Skąd czerpał na to siły i w jaki sposób godził ogrom zajęć zawodowych z zainteresowaniami społeczno-obywatelskimi - nie wiadomo. Dokumenty jednak stwierdzają ponad wszelką wątpliwość czynne uczestnictwo w Oddziale Towarzystwa Tatrzańskiego, Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół" i jego sekcjach sportowych. Po latach wojennych, gdy przysokoli skauting przekształcił się w samodzielny Związek Harcerstwa Polskiego - Remi senior wstępuje w szeregi Przyjaciół Harcerstwa, opracowuje na rzecz ZHP pierwszy projekt Stanicy Harcerskiej w Kosarzyskach koło Piwnicznej. Przy tym ogromie zajęć znajduje czas na częste kontakty z miastem swojej młodości i pierwszych laurów twórczych - Lwowem. Tam też wysyła na studia politechniczne swego syna, Zenona. Umiera nagle, 6 VIII 1924 r., na posterunku, przy desce rysowniczej, w trakcie pracy nad nowym projektem. Powody śmierci mogły być różne, ale jeden był najpewniejszy: On się po prostu wypalił! Nieprawdopodobnie pracowite życie, gorejące lata całe twórczym płomieniem czynu - wyczerpało zasoby sił do ostatniej iskry. Pięknemu życiu nie dano cieszyć się wymarzoną wolnością Ojczyzny: u jej początków zgasł i odszedł po nagrodę do Pana, któremu służył wiernie przez całe twórcze życie. 2. Mgr inż. architekt Zenon Maria Remi, syn Zenona Adama, urodził się w 1905 r. w Nowym Sączu, w rodzinie, która budownictwo miała we krwi, uważając ten zawód za posłannictwo i przeznaczenie, a harcerstwo za misję. Misję tą młody Remi rozpoczął 21 marca 1918 r. wpisem w poczet członków drużyny skautowej im. Czarnieckiego, przy I Gimnazjum w Nowym Sączu. Po ukończeniu Gimnazjum, zgodnie z życzeniem ojca, jesienią 1923 r. rozpoczął studia na Politechnice Lwowskiej. Wzorem zmarłego w międzyczasie ojca - łączy teorię z praktyką, pracując półtora roku na stanowisku kierownika budowy rzeźni eksportowej, z ramienia firmy Jurasza Zacharowicza we Lwowie. Ani nauka, ani praca - nie są w stanie w młodym, wyczulonym na piękno i dobro sercu Zenona Marii zgasić czy odsunąć na margines harcerskich nakazów Przyrzeczenia i Prawa. Zasiane w sądeckiej drużynie rosły i mocniały, owocując różnorakimi czynami, których suma składała się na wielkość duchową, jaką Remi emanował subtelnym blaskiem Człowieczeństwa. Zaszczepione w „Czarnej Jedynce" (popularna nazwa drużyny ZHP przy I Gimnazjum) pasja społecznego działania, ujawniła się także w latach studiów politechnicznych: już w 1925 r. wszedł Remi w skład Prezydium Związku Studentów Architektury, wybijając się z czasem na czoło związkowego aktywu. Z tych samych harcerskich wskazań wyrastała w Remim wielka wrażliwość na ludzką biedę i równie wielka potrzeba zaradzania złu przez niesienie pomocy cierpiącym i potrzebującym. Charakterystycznym objawem tego rodzaju postawy Remiego była zorganizowana przez niego, oczywiście za zgodą władz wojskowych i przy ich pomocy, akcja dożywiania biedoty wiejskiej i robotniczej w kręgu Rawy Ruskiej, gdzie w Szkole Podchorążych Rezerwy Piechoty, w latach 1931-1932, odbywał Remi służbę wojskową. Zachowany z tego okresu reportażyk pióra Remiego, opublikowany w baonowych „Gawędach Podchorążackich" z dnia 19 marca 1932 r. jest dokumentem o wielorakim znaczeniu: ujawnia ogrom nędzy, w jakiej żyła ówczesna wieś polska na terenach wschodnich, odsłania mądrą politykę władz, próbujących łagodzić krytyczne położenie mieszkańców Kresów, bez względu na narodowość i wyznanie, a zarazem ukazuje szczególnie silną wrażliwość Remiego na wszelkie zjawiska nędzy i krzywdy społecznej. Ot Człowiek! Uosobienie harcerskich cnót, wielki Przyjaciel Ludzi! W 1932 r. Remi, z dyplomem inżyniera architekta i nominacją do stopnia podporucznika, wraca do rodzinnego miasta. Po powrocie miasto nie powitało inżyniera fanfarami ani stertą propozycji pracy. Kraj, a z nim Nowy Sącz - przeżywał ostry kryzys, którego jednym z głównych ogniw był generalny zastój w budownictwie. Pozostawał więc inżynier przez pewien czas bez pracy. Ale choć miał możliwość zatrudnienia w innych rejonach Polski - nie opuścił Nowego Sącza, jemu pragnąc oddać swój talent, wiedzę i siły. Na obszarach, gdzie rodziły się dzieła jego ojca. Rozpoczął start z pozycji prywatnych i na prywatny użytek. Miał szczęście o tyle, że mimo wszystko rozpoczęło się budownictwo indywidualne na terenach posiadających ustalone walory wczasowo-uzdrowiskowe. Projektował więc kilka willi w Nowym Sączu oraz pensjonatów w Szczawnicy, Piwnicznej i Muszynie. Jego dziełem są także kościoły w Paszynie i Białej Niżnej. W międzyczasie władze szkolne rozpisują konkurs na projekt Gimnazjum Kupieckiego. Konkurs wygrywa śmiała i z iście europejskim rozmachem pomyślana praca inż. Remiego, zdobywając I miejsce. Wygrywa, poparta entuzjastyczną oceną pióra Tadeusza Giewont-Szczeciny w „Glosie Podhala" nr 10 z 1934 r., staje się dla inżyniera oficjalną szansą. Wygrywa również przetarg na prowadzenie robót przy budowie wspomnianej szkoły i zyskuje angaż do „Służby Budowlanej" w Urzędzie Miejskim. Na najbliższe 5 lat poligon operacyjny inżyniera otwarł się szeroko, owocując szeregiem rozwiązanych doskonale i ciekawie skomponowanych obiektów komunalnych i sakralnych. Harcerz i społecznik, wiele dzieł wykonał w ramach tzw. „czynu społecznego". Jednym z bardziej cennych elementów tego typu działalności były projekty wyposażenia wewnętrznego dla kościoła św. Kazimierza, zwanego ongiś "Kaplicą Szkolną". W uporządkowany zawodowo i społecznie świat inżyniera uderzył w sierpniu 1939 r. grom w postaci karty mobilizacyjnej. Jej szelest słyszał od dawna w pomruku nadciągającej od zachodu burzy wojennej. Ale łudził się i nie dowierzał. No bo pakty, przymierza, przyjaźnie! Karta położyła kres złudzeniom; spakował najkonieczniejsze drobiazgi i odszedł na wskazany odcinek: rejon Mochnaczka Wyżna-Huta (koło Krynicy), jako dowódca plutonu sądeckiej kompanii batalionu Obrony Narodowej „Nowy Sącz". 6 września brał udział w walkach batalionu z oddziałem niemieckiej 1. dywizji górskiej w rejonie Wawrzki. Osłaniając ze swoim plutonem wycofanie batalionu, został ciężko ranny. 7 września operowany w szpitalu w Jaśle, następnie ewakuowany pociągiem sanitarnym dotarł przez Sambor do Lwowa. Po zakończeniu walk, jako rekonwalescent powrócił szczęśliwie do Nowego Sącza. Zagarnięty do niemieckiej niewoli - przebywał w czterech oflagach do 21 stycznia 1945 r. W sumie 5 lat i 73 dni. Dla człowieka niesłychanie rzutkiego, pełnego różnorakich inicjatyw i wielokierunkowych zainteresowań, pięć lat niewoli - to koszmar. Inż. Remi mógł go skrócić, a nawet otrzymać doskonale płatne stanowisko; „tylko" za cenę podpisania podsuwanej mu wielokrotnie przez komendy obozów Volkslisty. Ale dla inżyniera to „tylko" - było wszystkim, a przede wszystkim godnością Polaka i honorem oficera. Odmowa kosztowała 5 lat obozu oraz szereg dodatkowych szykan, obostrzeń i upokorzeń. Ale to zostało wliczone przez inżyniera w cenę człowieczeństwa i wierności Ojczyźnie. Nie zmarnował przecież inż. Remi czasu niewoli. Uczestniczył bowiem aktywnie w obozowym ruchu oporu, studiował problemy architektoniczne i malował. Nie na miarę talentu, którego mu Opatrzność nie poskąpiła, lecz na miarę bardzo ograniczonych możliwości obozowych. Był też współorganizatorem Tajnego Koła Plastyków i jego sekretarzem. Poza tym dokonał tłumaczenia z języka francuskiego dzieła pt. Urbanizm oraz napisał obszerną pracę: Drewniane budownictwo sakralne w Małopolsce. Jego dziełem był również „znaczek pocztowy", kursujący w tajnej korespondencji obozu II C Woldenberg, głównie wśród licznej tam gromady byłych harcerzy. Harcersko-obozowej tematyce poświęcił inżynier także drobne prace plastyczne, jak widokówki, karty okolicznościowe i inne. Wrócił z niewoli w początkach lutego 1945 r. i mimo dużego zaniepokojenia falą dokonywanych przez NKWD aresztowań, zgłosił się do dyspozycji nowych władz, obejmując z dniem 19 III 1945 r. stanowisko architekta miejskiego, a wnet po tym architekta powiatowego. Warto przypomnieć, że obydwa stanowiska, z uwagi na ogrom zniszczeń, jakie pozostały w spadku po wojnie, wymagały wręcz frontowej odwagi i determinacji. I drugie stwierdzenie: dodatkową sumą trudności dla funkcji inżyniera były specyficzne właściwości ludowego ustroju, który wtrącał się w sposób absolutnie dyletancki w sprawy budownictwa w ogóle, nie mówiąc o sakralnym, traktowanym „per kosz". Ale bez posługiwania się komplementami trzeba przyznać, że inż. Remi zadania wynikające z jego funkcji „szefa" architektury i budownictwa w mieście i powiecie - wykonał na piątkę z plusem. Jak przystało na oficera i harcerza. Kiedy mowa o inżynierowym harcerstwie - trzeba ten temat nieco rozszerzyć. Zaczął „lilijkową" wspinaczkę, jak to już wspomniano, w marcu 1918 r. jako uczeń I Liceum Ogólnokształcącego w Nowym Sączu. W listopadzie 1922 r. już stanął na czele I drużyny im. Stefana Czarnieckiego, dowodząc zastępami: „Orłów", „Kozłów", „Lisów" i „Kukułek". W 1932 r. osiąga stopień podharcmistrza, a wkrótce harcmistrza i tuż przed wybuchem wojny wchodzi w skład Komendy Powiatowej ZHP w Nowym Sączu. Lata niewoli - to mocno zakonspirowane kontakty z grupą onegdajszych działaczy ZHP, jeńców oflagu, kontaktów jakże potrzebnych dla podtrzymania ducha w beznadziejnej szarzyźnie obozowej nędzy. Ale po powrocie do domu, już 12 IV 1945 r., zostaje powołany przez Komendanta Chorągwi ZHP w Krakowie, hm. Eugeniusza Fika, do zorganizowania hufca w Nowym Sączu. Zabiera się z miejsca do dzieła. Odszukuje garstkę dawnych druhów, wciąż wiernych przyrzeczeniu i prawu, tworząc grupę Inicjatywno-Instruktorską, a którą jako komendant odradzającego się hufca, rozpoczął wdrażanie starych ideałów i prawd w nową rzeczywistość. Nie długo. Nowe, ludowe harcerstwo odrzuciło beztrosko wypróbowane latami zasady i formy działania, uważając je za reakcyjne i wsteczne. Odsunęło też w sposób raczej bezceremonialny całą grupę starszyzny harcerskiej, z inż. Remim na czele. Rozgoryczony i dotknięty do żywego rugami z harcerstwa oraz aresztowaniem na okres referendum i dokuczliwymi rewizjami w domu - mógł się załamać i oklapnąć duchowo. Ale nie leżało to w harcerskiej naturze inżyniera. „Krzywdę powiedział - wyrządzili zacietrzewieni głupcy, a zrujnowany wojną kraj potrzebuje gorących serc, mądrych mózgów i pracowitych dłoni... " Pracował więc nadal na stanowisku architekta powiatowego, wyżywając się w projektowaniu i nadzorowaniu kilkudziesięciu obiektów potrzebnych dźwigającej się z ruin Ojczyźnie. Szczególnie przy rozbudowie sieci szkół. Dla wielu z nich, np. w Skrudzinie i Złockiem, projekty wykonał w czynie społecznym, pełniąc równocześnie nadzór autorsko-techniczny nad ich budową. Podobnie ustosunkował się do takich budów, jak Stanica Harcerska w Kosarzyskach, Ośrodek Sportu Technikum Hodowlanego i wielu innych. Cechą charakterystyczną postawy obywatelskiej inżyniera była ogromna pracowitość, zdyscyplinowanie i rzetelność, wyrastające także z harcerskiej zasady: „Mam szczerą wolę całym życiem pełnić służbę Bogu i Ojczyźnie". Hasło piękne, ale mimo wszystkich plusów wieńczących każde poczynanie inżyniera - niektórzy z ówczesnych decydentów, nie widząc u Remiego partyjnej legitymacji - wychodziło z siebie, jak by najskuteczniej obrzydzić mu życie. Ale byli także inni: cisi przyjaciele, zdolni spojrzeć poza krąg legitymacyjnych uwarunkowań i dostrzec w Remim to, co najważniejsze: niezłomną prawość i maksymalną operatywność zawodową. Tym cenniejszą, że u jej podstaw nie leżało liczenie na honory i ordery, ale wysoko rozwinięte otwarcie się na potrzeby zrujnowanego wojną powiatu. To właśnie ci, niekiedy anonimowi przyjaciele, starali się wyrazić inżynierowi uznanie, w postaci szeregu odznaczeń, z Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski na czele. Nie o to przecież inżynierowi chodziło. On spalał się dokładnie na dwóch frontach: zawodowym i społecznym. Wzmianki o pracach na stanowisku architekta powiatowego już były. Poszerzmy więc życiorys inż. Remiego o dalsze pasje. W latach 1952-1953, jako członek sądeckiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Historycznego, bierze udział w opracowaniu Studium historycznego miasta Nowego Sącza. W tym samym czasie włącza się do grona entuzjastów rozwoju miasta i powiatu Nowy Sącz, biorąc twórczy udział w realizacji jedynego w skali kraju zrywu gospodarczego, nazwanego „eksperymentem sądeckim". W jego ramach wykonał wiele zadań z dziedziny budownictwa komunalnego. Za co - nawiasem mówiąc pochwały, nagrody i ordery - zbierali inni (z legitymacjami). Niewątpliwie ogromnym plusem życiowym dla inżyniera było zawarte w międzyczasie małżeństwo z uroczą i bezkonfliktową „zabużanką", harcerką z Buczacza, Marią Ludmiłą. I znów pewne skojarzenie. Mieszkając przy tej samej ulicy i dyskretnie obserwując ich życie - miałem nieodparte wrażenie, że widzę miłość w takiej postaci, jaką przekazał światu genialny mistrz słowa, św. Paweł, w swym hymnie o miłości, najpiękniejszym ze wszystkich, jakie kiedykolwiek napisano w dziejach świata. Kiedy jednak spojrzeć uważniej na to wyjątkowo udane i harmonijne małżeństwo - trzeba znów przypomnieć harcerstwo. To jego zasady, wysublimowane do maksimum, złączone i pogłębione przysięgą przed ołtarzem-promieniowały idealnym, rzadko spotykanym ładem, w którym uśmiech miał barwę serca. Ulubioną - poza harcerstwem - organizacją, było Stowarzyszenie Architektów Rzeczypospolitej Polskiej (SARP), do którego inżynier należał od 1928 r., dojeżdżając na zebrania, narady i sesje do Krakowa. W 1953 r., z gromadą młodych architektów utworzyli samodzielne Koło SARP w Nowym Sączu, którego kierownictwo powierzono inż. Remiemu. To dawało inżynierowi niemałą satysfakcję. Spotykał się przecież ze świeżo upieczonymi mistrzami rajzbretu i we wzajemnych konsultacjach miał możność przekazywać młodym wielkie zasoby wiedzy praktycznej, zdobytej w ciągu wielu lat samodzielnej pracy, oraz poprzez lekturę najnowszych dzieł znakomitych znawców problematyki z zakresu architektury i budownictwa. Kontakty z młodymi zaowocowały także cennymi inicjatywami: utworzeniem w Nowym Sączu Pracowni Projektowej Wojewódzkiego Biura Projektów w Krakowie oraz Pracowni „Miastoprojekt" Kraków. Po 16 latach pracy na stanowisku architekta powiatowego, w 1961 r. objął funkcję naczelnego inżyniera - zastępcy dyrektora ds. Technicznych w Dyrekcji Rozbudowy Osiedli Robotniczych. Był to jednak czas różnorakich nacisków, użerek i walk podjazdowych, nękających zespoły pracowników większych instytucji. Dotknęły one również inż. Remiego. I to w takim stopniu, że w 1967 r. musiał zrezygnować z zajmowanego stanowiska. Mimo że przez większość pracowników uważany był za autorytet, ciesząc się zaufaniem i przyjaźnią. Zepchnięty na margines i osaczony intrygami - aby żyć, musiał podjąć podrzędną pracę w Spółdzielni Usługowo-Wytwórczej Kółek Rolniczych w Starym Sączu. To ostatnie uderzenie zrobiło swoje. Udręczone trudem, przeżyciami i poczuciem krzywdy serce inżyniera - nie wytrzymało. Miesiąc po objęciu pracy w Starym Sączu, w listopadzie 1967 r. zmarł na zawał. Ale nie odszedł wszystek: z trójki potomstwa syn Zenon Andrzej i córka Anna - ukończyli studia architektoniczne i pracują w zawodzie, którego kierunek przejęli w duchowym testamencie po ojcu. Z takim samym entuzjazmem i rzetelnością jak on. Bo cechy rodowe mają to do siebie, że nie dają się łamać koniunkturalnym powiewom. |