powrót do strony głównej

powrót | galeria | podziękowania

 

Stanisław Korusiewicz

ZAPOMNIANY KAPELMISTRZ

W życiu Sądeczan zawsze czołową rolę odgrywała orkiestra wojskowa. Spotykamy się z nią już w XIX wieku, kiedy to przy stacjonującym w mieście 20. pułku piechoty „grała muzyka różne marsze i melodie". Wydarzenia I wojny światowej dały kres jej świetności. Wymarsz muzyków na front i zastąpienie ich uczniami, a przede wszystkim odzyskanie niepodległości przez Polskę, zmusiły dotychczasowego kapelmistrza Straśnego do rezygnacji. Zresztą pozostawił on orkiestrę w opłakanym stanie.

Powstanie 1. pułku strzelców podhalańskich i umieszczenie go w Nowym Sączu, przyspieszyło prace nad przywróceniem dobrej sławy wojskowym muzykom. Literatura omawiająca dzieje 1. psp np. M. Moś, Strzelcy Podhalańscy, czy R. Zaziemski, 1. Pułk Strzelców Podhalańskich przypisuje wykonanie tego przedsięwzięcia Antoniemu Wrońskiemu. Okazuje się jednak, że wspomniany kapelmistrz miał poprzednika, który położył podwaliny pod jej późniejszą świetność. Tą postacią był sierżant Mieczysław Mordarski, który o sobie mówił tak:

Urodziłem się 30 listopada 1888 roku w Nowym Sączu, jako piąte dziecko Franciszka i Adeli z Deszkowskich. Do szkół chodziłem w Nowym Sączu (4 norm. i 2 gimn.). Podczas wakacji jeździłem do Szczawnicy i grałem w Orkiestrze Zdrojowej Antoniego Wrońskiego. Powodzenie było dobre, bo była gaża i boczne zarobki. W 1910 roku ukończyłem ck Męskie Seminarium Nauczycielskie w Starym Sączu.

Zaraz w czasie pierwszych wakacji odbyłem służbę w 23. pp austriackim. Ponieważ żądano od nas dalszego szkolenia, ja i jeszcze kilkunastu innych zgłosiliśmy się na kurs podoficerów rachunkowych, który ukończyłem z oceną bardzo dobrą. Każde wakacje spędzałem w wojsku, ale to wnet minęło, bo w sierpniu 2914 roku wyznaczono nas do 2. Marschbatalionu 20. pp (był to sądecki pułk). Umieszczony w koszarach 32. p Landwerhy, w tym samym, gdzie od 1918 stacjonował 1. psp.

Z Sącza wyjechaliśmy na front. Po pierwszej większej bitwie zaczął się odwrót. Dociągnęliśmy do rzeki Nidy, gdzie stoczyliśmy dwudniową bitwę. Ponieśliśmy klęskę, lecz nic w tym dziwnego skoro przed nami walczyły dwa pułki Madziarów, które zabrano do niewoli. W tę właśnie lukę wepchnęła 20. pp Pozostało nas około 150 osób, których zawagonowano w Biadolinach i wieziono przez Suchą, Limanową, Nowy Sącz do Stróż, gdzie tworzono front. Tam uzupełniono naszą 9. kompanię dwoma Marschba­talionami, które nadeszły z Freudenthalu (Czech), tworząc Ił i 111 batalion 20. pp.

Poszliśmy na front gorlicki. W tym czasie naszą kompanię, gdy tylko nie miała służby, pchano do Nizianki, która leży obok Woli łużańskiej. Gdy w 1914 roku wybierano ochotników na front zgłosiłem się i ja. Wzięli, wcześniej mnie nagradzając awansem na kaprala.

W Surochowie za Jarosławiem zostałem ranny w prawą nogę. Przeleżałem trzy tygodnie w sądeckim szpitalu, po czym dostałem przydział do Marschbatalionu, z którego po dwóch tygodniach odesłano mnie na front. Zostałem ponownie ranny nad Bugiem, tym razem w dolną szczękę (odłamkiem ręcznego granatu). Po krótkiej hospitalizacji wcielano mnie do orkiestry pułkowej i mianowano plutonowym (na Święta Bożego Narodzenia 1915 roku). Byliśmy wtedy na tzw. „Bukowińskim froncie" i stacjonowaliśmy na Pokuciu (pod Buczaczem).

W marcu 1916 roku dostałem urlop i pojechałem do Nowego Sącza, gdzie 19 marca wziąłem ślub w kościele parafialnym z Kazimierą z domu Płaczek. Po dziewięciu dniach pobytu w rodzinnym mieście powróciłem na front. W Kolozwaru (Siedmiogród) dałem kilka razy próbki moich możliwości fortepianowych wcześniej strojąc ten instrument. I się zaczęło: zjeżdżały bryczki z dworów z prośbą, aby i w nich nastroić pianino czy fortepian.

W 1917 roku wysłano mnie do Szkoły Oficerskiej w Opowie, którą ukończyłem z wynikiem bardzo dobrym. Po powrocie do jednostki wcielono mnie do Marschkompanii i odesłano do Styrii, a stamtąd do niemieckiego 73. pp w północnym Tyrolu. Tam też w uzdrowiskowej miejscowości Gessensas nasza kompania wszczęła bunt przeciwko dowódcy pułku. Powodem było nieludzkie traktowanie Polaków, których on co parę kroków rzucał na ziemię w centrum kurortu. Powołana komisja, po wysłuchaniu stron, przyznała nam rację, lecz nazajutrz zostaliśmy przydzieleni do III batalionu i odmaszerowaliśmy na front.

Pod koniec października 1918 roku otrzymałem telegram ze szpitala w Nowym Sączu, w którym zawiadamiano mnie, że po urodzeniu dziecka moja żona jest ciężko chora. Wtedy już jako kadet aspirant wziąłem urlop i wyjechałem do domu. Po drodze brałem udział w zamieszkach rewolucyjnych w Wiedniu, a także mimochodem w Pradze. Przyjeżdżam do Krakowa, a tu aż wrze, podobnie zresztą było w Nowym Sączu. Zgłosiłem się do służby w Milicji Obywatelskiej, ale tu niedługo zagrzałem miejsca, bo mnie zaraz wcielono do orkiestry 1. psp, ponieważ kapelmistrz Straśny, z pochodzenia Czech, demobilizował się odchodząc do cywila. Tym sposobem zostałem kapelmistrzem i prowadziłem orkiestrę.

Pewnego dnia przypomniałem sobie, że jadąc pociągiem z Krakowa do Kocmyrzowa, spotkałem się z kapelmistrzem Antonim Wrońskim, który narzekał na ciężkie życie i trudności w utrzymaniu rodziny z powodu braku zajęcia. Żal mi się go zrobiło, bo był dobrym kapelmistrzem a szczególnie moim instruktorem. Napisałem więc do niego, aby przyjechał do Nowego Sącza, to mu wyrobię posadę. Gdy przybył, przedstawiłem go płk. Horoszkiewiczowi, który go przyjął do pracy i mianował kapelmistrzem. Tak więc było nas dwóch: p. Wroński i ja. Tymczasem nadszedł rozkaz, że pułk ma odejść na front wraz z orkiestr. Gdy się pan Wroński dowiedział o tej decyzji, zrobił mi awanturę mówiąc: »Ustąpiłeś mi, żeby mnie wypchać w pole". Wówczas odpowiedziałem: »Walczyłem na ruskim froncie 33 miesiące, a na włoskim 21 miesięcy, to pojadę i teraz na front z orkiestrą Nazajutrz obaj poszliśmy do dowódcy, gdzie ja wyraziłem zgodę wyruszyć z muzykami na front ukraiński. Byłem w Kijowie, gdzie prowadziłem defiladę na Krieszczatiku. Grałem mszę polową w Danicy. 31 sierpnia 1919 roku wraz z orkiestry uczestniczyłem w odsłonięciu pomnika Juliusza Słowackiego w Gorlicach. W 1920 roku na własny prośbę zrezygnowałem z tej pracy. Potwierdzeniem mojego wkładu w odbudowę orkiestry jest dokument wystawiony przez Oddział Sztabowy Baonu Zapasowego 1. Pułku Strzelców Podhalańskich Lp 827/ 20 następującej treści:

Świadectwo

Niniejszym stwierdza się, że sierż. Mieczysław Mordarski zorganizował i wyćwiczył muzykę pułkowi, oraz że pełnił służbę tambarmajora i kapelmistrza tak w garnizonie jak i w polu, i z dniem dzisiejszym zostaje na własny prośbę jako rocznik niepopisowy zdemobilizowany. Milówka dnia 5 sierpnia 1920

Kwiecieński ref. muzyczny (por. i d-ca)

U dołu dokumentu okrągła pieczęć z polskim orłem w otoku z napisem: »Dowództwo batal. zapasowego 1 pułku strzelców podhal. «

Po przejściu do rezerwy podjąłem pracę w Limanowej, jako nauczyciel w szkole podstawowej oraz w tamtejszej szkole zawodowej zwanej „Przemysłówką ". Oprócz tego prowadziłem szeroką działalność muzyczną. Założyłem orkiestrę dętą „Echo Podhala" przy rafinerii ropy, której byłem wieloletnim dyrygentem, podobnie jak i w innej założonej przeze mnie tym razem Ochotniczej Straży Pożarnej. Ponadto uczyłem muzyki we własnym domu, ponieważ w Limanowej nie było takiej szkoły.

We wrześniu 1939 roku władze niemieckie poleciły mi objąć urząd burmistrza w tym mieście, a od 1942 roku wyznaczyły mnie na zakładnika.

Z dniem 31.08.1950 roku przeszedłem na emeryturę i w dalszym ciągu poświęcałem się umiłowanej muzyce. Tu muszę dodać, że moje zainteresowania udzieliły się moim dzieciom i tak: pięciu synów założyło zespół muzyczny „Braci Mordarskich ", a cztery córki „Damski Zespół Muzyczny Sióstr Mordarskich".

Na tym kończy się życiorys Mieczysława Mordarskiego spisany we wrześniu 1959 roku. Ten powszechnie szanowany człowiek i wielki propagator muzyki zmarł 7.09.1959 roku i spoczywa na Cmentarzu Komunalnym w Nowym Sączu w kwaterze 59.

Powyższy artykuł powstał dzięki uprzejmości p. Kazimiery Mordarskiej-Łagan, która udostępniła mi wgląd w swoje rodzinne archiwum, za co Jej składam podziękowania.