powrót do strony głównej

powrót | galeria | podziękowania

 

Józef Bieniek

BIAŁY DAR MATKI DAROWSKIEJ

8 września 1997 r. minęło 100 lat od momentu, gdy ówczesny ordynariusz diecezji tarnowskiej, ks. biskup Ignacy Józef Łobos, dokonał uroczystego otwarcia i poświęcenia Kaplicy i całego Zakładu Zgromadzenia Sióstr Niepokalanego Poczęcia NMP w Nowym Sączu. Zakładu, któremu społeczeństwo nadało nazwę: Biały Klasztor.

Budowę zorganizowała i prowadziła ówczesna Matka Przełożona Zgromadzenia ss. Niepokalanek w Jazłowcu, Marcelim z Kotowiczów Darowska. I pisząc o powstaniu Białe go Klasztoru w Nowym Sączu - trzeba właśnie zacząć od Matki Darowskiej.

Nie była Sądeczanką. Urodziła się 16 I 1827 r. w Szulakach na Ukrainie. Pochodziła z rodziny polskich ziemian, Kotowiczów, znanych z gorącego patriotyzmu i żarliwej polskości. W przeciwieństwie do reszty rodziny, o przeciętnej religijności - Marcelinę cechowała głęboka pobożność, z akcentami mistycyzmu, oraz pragnienie życia zakonnego, choć niewiele o nim wiedziała, gdyż że klasztory pod zaborem rosyjskim zostały zlikwidowane.

Ale właśnie te objawy w życiu młodej dziewczyny mówiły wyraźnie, że Marcelinę dotknął Bóg łaską wezwania do spełnienia rzeczy i spraw wielkich, na wielką skalę i w planach Stwórcy nieodzownych. To pragnienie zakonnej służby w pojęciu Marceliny było zawszę związane z pracą dla ojczyzny. We wspomnieniach z tego okresu odnotowała: „Prosiłam Boga o zmiłowanie i błogosławieństwo dla ojczyzny i żebym jej pożyteczną się stała". A prośby swoje uzupełniała ulubioną modlitwą św. Bernarda: „Pomna że od wieków nie słyszano ... ".

Prośby młodej dziewczyny zostały wysłuchane. Ale nim się to zaczęło realizować w konkretnych wymiarach - musiała Marcelina wiele przejść i wiele wycierpieć. Pierwszą trudnością była sprawa życia zakonnego. Wynikała z kategorycznego sprzeciwu ojca, który choć bardzo córkę kochał - pragnął przede wszystkim zreali­zować własne plany o charakterze gospodarczym. Rody ziemiańskie na Kresach Wschodnich stanowiły wielką rodzinę, która trzymała się ziemi i polskości poprzez związki małżeńskie.

To był właśnie powód, dla którego Marcelina musiała wyjść za mąż. Ślub 22­letniej Marceliny z Karolem Darowskim odbył się 2 X 1849 r. Zaraz po ślubie Marcelina stała się Panią na majątku Darowskich w Żerdziu. Mimo irracjonalnych pragnień, obowiązki żony i matki wypełniała wzorowo, wierząc przy tym, że to, co jej w planach bożych wyznaczono - wcześniej czy później wykonać musi.

W trzecim roku małżeńskiego współżycia Karol Darowski zmarł nagle na tyfus. Marcelina została z dwojgiem dzieci: Józefem i Karoliną. Rok później zmarł synek. I właśnie wtedy, w bolesnych przeżyciach, dostrzegła Marcelina znak Bożej myśli odnośnie jej przyszłości. W autobiografii zapisała to jako stwierdzenie i nakaz: „Droga świata wolą mi Bożą przeznaczona nie była, droga zakonna - przeznaczeniem moim ".

Mocno osłabioną dramatycznymi przeżyciami młodą wdowę wysłała rodzina za granicę dla poratowania zdrowia. Wybrała Włochy i właśnie tu, w Rzymie, zaczęła się realizacja od dzieciństwa tętniącej w jej sercu myśli Bożej. Teraz nie bez interwencji sił wyższych. Przyciszone rolą żony, matki i gospodyni, przytłumione naciskiem tragicznych zdarzeń zdolności do mistycznego wizjonerstwa - tu, w świętym klimacie Wiecznego Miasta - ożyły i wskazały Marcelinie drogę ku Przeznaczeniu.

Stało się to w momencie żarliwej, połączonej z ekstazą modlitwy, kiedy objawił się jej duszy Bóg i odsłonił przed nią myśl o powołaniu zakonu o charakterze wychowawczym. W głębokim przeżyciu mistycznym usłyszała wyraźnie Jego głos: „Pójdź za mną, ja cię poprowadzę". Przeżycie to opowiedziała swojemu spowiednikowi i ojcu duchownemu, członkowi zakonu zmartwychwstańców o. Hieronimowi Kajsiewiczowi. On z kolei zapoznał ją z Józefą Karską, która pragnąc zrobić coś dla kraju - miała już konkretny pomysł założenia zgromadzenia żeńskiego, które poświęci się dziełu wszechstronnej formacji kobiet polskich.

Był rok 1854. Do o. Kajsiewicza i Karskiej dołączyła Darowska, tworząc grupę założycielską Zgromadzenia Sióstr Niepokalanego Poczęcia NMP. Pierwszą Matką Zgromadzenia była Józefa Karska, a po jej śmierci w 1860 r. funkcję tę przyjęła Marcelina Darowska, pełniąc ją aż do zgonu w 1911 r.

Ponieważ czynione na emigracji próby rozbudowy Zgromadzenia nie dały żadnych efektów, w 1863 r. Matka Marcelina przeniosła szczupłą jeszcze wspólnotę zakonną na ziemię ojczystą. Osiadła w Jazłowcu, powiat Buczacz - tu organizując macierzystą bazę: klasztor i zakład naukowo-wychowawczy dla dziewcząt, który wkrótce stał się ośrodkiem kultury, polskości i katolickiego życia duchowego na Kresach.

Skoro jednak padła nazwa Jazłowiec - rzućmy kilka słów na jego temat, mimo że nieznane są powody, dla których Matka Darowska to właśnie miasteczko obrała za główne „miejsce postoju" - stąd poszerzając swe poselstwo, aż po centralny ośrodek w Szymanowie koło Warszawy.

A więc Jazłowiec. Gród zamkowy, założony w XV wieku przez ród Buczackich, którzy przyjęli nazwisko Jazłowieckich i wybudowali w XVI wieku wspaniały zamek, należący do najpotężniejszych twierdz polskich na Rusi.

Kolejnym właścicielem Jazłowca i zamku był wielki hetman koronny, Stanisław Koniecpolski, którego syn, Aleksander, zbudował obok zamku pałac, gdzie zamieszkał. Sam zamek przeszedł najdziwniejsze koleje: w 1672 r. poddał się wojskom tureckim. Dopiero król Jan III w 1684 r. przepędził Turków i przywrócił miasteczku wolność. Aż do pierwszego rozbioru Polski w 1772 r., kiedy tereny te przypadły Austrii i pod nazwą Galicji przetrwały do 1922 r., do momentu wejścia w życie ustaw administracyjnych odrodzonej Ojczyzny, na mocy których Jazłowiec wszedł w skład powiatu Buczacz, województwo tarnopolskie.

W międzyczasie twierdza jazłowiecka zmieniła się w ruiny. Ale zadbany pałac, zakupiony od ostatniego właściciela, Stanisława Lubomirskiego, przez ojca króla Stanisława Poniatowskiego, dostał się w 1863 r. w ręce Matki Marceliny, która tu, w pięknym miejscu, na cyplu wzgórza, w adaptowanym pałacu ulokowała generalny, sławny na całe Kresy Zakład Wychowawczy ss. Niepokalanego Poczęcia NMP.

Z dziejami jazłowieckich niepokalanek wiąże się ściśle Statua Matki Boskiej Niepokalanego Poczęcia. Warto o niej wspomnieć, choćby ze względu na różne wersje Jej losów.

W 1874 r. Matka Marcelina, budując drugi po Jazłowcu Zakład Zgromadzenia - zamówiła u znanego z czasu pobytu w Rzymie artysty rzeźbiarza, Tomasza Oskara Sosnowskiego, Statuę Niepokalanie Poczętej, z przeznaczeniem dla kaplicy w Jarosławiu. Sosnowski, artysta wyjątkowo zdolny, wypędzony z kraju za udział w powstaniu styczniowym - posąg wykonał, a jego dostawą do Jarosławia zajął się przyjaciel Zgromadzenia, członek zakonu zmartwychwstańców, o. Aleksander Jełowicki.

Posąg wykonany przez znakomitego mistrza, z białego kararyjskiego marmuru, okazał się wręcz arcydziełem, zawierającym w sobie to wszystko, co Matka Marcelina uważała za szczytową kumulację tego piękna, jakim promieniować powinna postać Niepokalanej.

17 IX 1876 r., w jarosławskiej siedzibie Zgromadzenia, odbyło się poświęcenie kaplicy i posągu. Uczestniczący w uroczystości lwowski historyk sztuki tak sformułował swe wrażenia:

„Figura Matki Boskiej jest pełna dostojeństwa i blasku, wewnętrznego piękna, skupienia i modlitwy. Wyraża dziewiczą czystość, a także macierzyństwo. Przedstawia Najświętszą Pannę pogrążony po Zwiastowaniu w pierwszej na świecie adoracji Słowa Wcielonego, które spoczęło w Jej łonie ... "

W uroczystości jarosławskiej brała udział duża grupa niepokalanek z Jazłowca. Zachwycone urokiem Posągu - wyraziły żal, że u nich, w generalnej i pierwszej placówce Zgromadzenia, czegoś tak pięknego nie ma. Matka, której postawa sióstr bardzo odpowiadała - zareagowała z miejsca, zamawiając u Sosnowskiego drugi Posąg, identyczny w szczegółach z jarosławską Madonną.

Tym razem sprawa wlokła się parę lat. Dopiero w połowie 1883 r. replika Jarosławskiej Statuy dotarła do Jarosławca, gdzie 10 VIII 1883 r. została poświęcona przez byłego metropolitę warszawskiego, ks. arcybiskupa Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, który 20 lat spędził na wygnaniu w głębi Rosji. Od tej chwili siostry składały przed swą Panią śluby zakonne, a wychowanki przyrzeczenia sodalicyjne. Zaś wierni, przychodzący do klasztoru, aby spojrzeć „Białej Pani" w cudami słynącą twarz - tu przynosili swoje prośby i podziękowania za doznane łaski.

Losy tego posągu zostały od początku jego zaistnienia ściśle związane z losami cierpiącej Ojczyzny. Wykonany przez natchnionego Duchem Świętym mistrza, jaśniejący nieziemskim pięknem, uosabiającym całą głębię duchowych treści poświęconego czci Niepokalanej Zgromadzenia - rychło zaczął obrastać kultem i sławą. Ze szczególnym nasileniem w latach I wojny światowej.

0 fakcie tym upewnia nas lektura pism włodarzy polskiego Kościoła. Na przykład w liście pasterskim ks. arcybiskupa Bolesława Twardowskiego z dnia 4 VI 1939 r. mogliśmy na temat gniazda jazłowieckich niepokalanek przeczytać:

„Pośród wojennego zamieszania i nieraz wśród gradu kul - siostry pracowały spokojnie, spełniając swe zwykłe powinności, a nadto śpiesząc z pomocą rannym i udręczonym, którzy u nich szukali ratunku. Wiele w tym czasie spełniało się cudów miłosierdzia. Wielu różnej narodowości żołnierzy pojednało się z Bogiem i głośno sławiło dobroć Najświętszej Panny ...

W listopadzie 1918 r. I wojna została zakończona. Ale tego samego roku i miesiąca Ukraińcy dokonali zdradzieckiego napadu, zajmując Lwów i duże obszary ziem wschodnich. Zaczął się drugi etap wojny: polsko-ukraińsko-bolszewickiej. I wtedy właśnie jazłowiecka Statua Matki Bożej zapaliła się szczytowym blaskiem łask, cudów i kultu. W dniach 8-11 lipca 1919 r. w rejonie Jazłowca toczyły się zacięte walki, w których szczególniejszym męstwem odznaczył się świeżo sformowany przez pułkownika Konstantego Plisowskiego 14. Pułk Ułanów Małopolskich, decydując o zwycięskim zakończeniu bitwy.

Żołnierze, wierząc głęboko, że zwycięstwo swoje zawdzięczają „Białej Pani" z Jazłowca - nadali 14. Pułkowi miano: 14. Pułk Ułanów Jazłowieckich, obierając Maryję Niepokalaną za swoją Patronkę.

W ślad za tym poszły dalsze honory: 20 marca 1921 r. marszałek Józef Piłsudski wręczył pułkowi, wykonany przez jazłowieckie niepokalanki sztandar i przypiął doń Złoty Order Krzyża Virtuti Militari za okazane przez ułanów męstwo i przelaną krew. Tego dnia u stóp Figury Jazłowieckiej Pani kilkudziesięciu ułanów 14. Pucku złożyło w hołdzie swoje odznaczenia bojowe.

Od tego momentu upłynęło kilkanaście lat. Nie zmarnowanych: grono czcicieli Jazłowieckiej Pani, która stawała się coraz głośniejsza i hojniejsza darami łask ­ rozpoczęło starania o Jej koronację. W efekcie promotor zabiegów, o. Konstanty Maria Żakiewicz, w styczniu 1939 r. złożył w Stolicy Apostolskiej podpisaną przez 30 tysięcy wiernych prośbę o koronację Posągu Niepokalanej w Jazłowcu.

W odpowiedzi, 25 V 1939 r., Ojciec Święty Pius XII wydał breve koronacyjne, w którym napisał: „Stwierdzając, że Statua Błogosławionej Dziewicy Niepokalanej słynna jest cudami i łaskami, do życzeń wiernych ochotnie i chętnie się skłaniamy, czyniąc to dla wzmożenia pobożności wszystkich Polaków do Bogarodzicy".

Dnia 9 VII 1939 r., w imieniu Ojca Świętego, uroczystej koronacji Posągu Jazłowieckiej Pani złotym diademem dokonał ks. Kardynał August Hlond, Prymas Polski, w asyście biskupów, duchowieństwa, przedstawicieli władz państwowych i wojskowych, 14. Pułku Ułanów Jazłowieckich, wychowanek ss. niepokalanek i nieprzeliczonej rzeszy pielgrzymów, między którymi znaleźli się ludzie wielu wyznań i narodowości (katolicy, unici, prawosławni, Ormianie, Tatarzy, Turcy, ewangelicy, a nawet Żydzi). Tak zróżnicowaną była ludność ówczesnych Kresów. Ale Jazłowiecka Pani miała w sobie ten cudowny dar łączenia nie wyznań, tylko serc.

Ostatni akt hołdu żołnierskiego nastąpił miesiąc po koronacji: 7 sierpnia 1939 r. przed Jazłowiecką Panią zjawił się 9. Pułk Ułanów Małopolskich z dowódcą, podpułkownikiem dyplomowanym Klemensem Stanisławem Rudnickim na czele, i złożył votum, polecając Pułk opiece Matki Bożej na czas wiszącej nad krajem wojny.

W trudnych latach wojny, gdy kolejni agresorzy zadali mieszkańcom Kresów wyjątkowo dotkliwe rany - wokół Jazłowca i jego „Białej Pani" wyrosły setki opowieści, które rodziły się w sercach tutejszego społeczeństwa, w podziękowaniu za doznane łaski, otaczając Posąg Niepokalanej aureolą cudów.

Ale za największy cud można uważać fakt przetrwania Zgromadzenia i prowadzonych przez niepokalanki zakładów wychowawczych w ciągu 7 lat wojny. Rządzili tam przecież krwawą ręką kolejno: NKWD, gestapo, a po nim znów czerwona władza. A w międzyczasie hulały bandy UPA. Niepokalana zwyciężyła wszystko i przetrwała!

24 VI 1946 r. Posąg Jazłowieckiej Pani został uroczyście wniesiony do kaplicy w aktualnej siedzibie Centrali Generalnej Zgromadzenia Sióstr Niepokalanego Poczęcia NMP w Szymanowie.

25 VI 1946 r. zjawił się u stóp „Białej Pani" pierwszy pątnik, ks. kardynał August Hlond. Kiedyś w 1939 r. przywiózł Jej koronę - dziś miłujące serce i prośbę o opiekę nad Narodem wobec nowej fali zagrożeń.

Nieznane są źródła finansowe, z których Matka Darowska pokrywała koszty budowy kolejnych zakładów Zgromadzenia. Ale wiadomo, że dzieła te, które, jak twierdziła ich twórczyni, „miały pozór szaleństwa" wyrastały przede wszystkim dzięki ofiarności polskich rodzin ziemiańskich, tworzących ongiś elitę społeczną Kresów Wschodnich.

Poparcie to było owocem zrozumienia idei Zgromadzenia, idei zakładającej całą działalność na miłości Boga, Ojczyzny i bliźniego. To ona, prekursorka przyjętych dziś przez Kościół zasad - już wtedy, sto lat temu, ustawiła pracę Zgromadzenia według dzisiejszych wskazań Papieża Jana Pawła: zło dobrem zwyciężaj!.

Ale skoro już jesteśmy przy lansowanym przez Matkę Marcelinę programie, warto wymienić kilka podstawowych jego tez, korzystając z jej osobistych wypowiedzi przekazanych w autobiografii, w zapisach kronikarskich i testamencie.

„Zadaniem naczelnym Zgromadzenia jest wykształcenie niewiasty na obywatelkę Królestwa Bożego, co znaczy kształtowanie jej nie tylko od strony umysłowej i zewnętrznej, ale przede wszystkim moralnej, a więc wykształcenie jej na prawdziwie chrześcijańską żonę, matkę, panią domu i obywatelkę kraju".

Już wtedy w działaniach wychowawczych postawiła na miłość: „...miłość, to jedyna broń na wszystko, jedyna broń przeciw trudnościom, jedyny środek przeprowadzenia dobrego". Formacja intelektualna i moralna młodych dziewcząt ukierunkowana była właśnie na kształtowanie postaw nacechowanych miłością, odpowiedzialnością i najgłębiej pojętą religijnością. Nie bigoterią i dewocją, ale promieniującą serdecznym ciepłem miłości Boga, ojczyzny i założeń służebnych zakonu.

„Oczyszczone - mówiła Matka - oczyścimy, święte - do świętości prowadzić będziemy". Często modliła się o wolność ojczyzny. Sens swych próśb uzupełniała twierdzeniem: „Polska będzie, ale tylko wtedy, kiedy społeczeństwo się odrodzi, a na to trzeba, aby rodzina stanęła na Bogu, w czym główną rolę odegrają kobiety, jako boże strażniczki rodzinnego gniazda ".

Myśląc o Polsce nie ograniczała się do środowiska ziemiańskiego, które było jej macierzystym gniazdem. Wychowankom jako konkretne zadania stawiała: „Zrozumienie wartości człowieczeństwa w ludzie, obowiązków względem niego, złamanie uprzedzenia, że bratni stosunek do ludu jest niemożliwym ... ". Wychowanki Zgromadzenia w takim kształtowane duchu - stawały się opiekunkami włościan i sierot, szkół i ochronek.

Sama Matka, wyznając zasadę, że uczyć trzeba poprzez przykład - zawsze i wszędzie, gdziekolwiek się znajdowała, udzielała niezawodnej i konkretnej pomocy ubogim: przy wszystkich domach Zgromadzenia otwierała bezpłatne szkoły podstawowe dla dzieci z okolicznych wsi i osiedli. Zasoby sił duchowych i moc działania czerpała z przekonania, że „Zgromadzenie jest Boże i sam Bóg je prowadzi ". Samą siebie nazywała: „...piórem piszącym ręką Boga".

Wyposażona w ogromne bogactwo miłości Boga i ufności w jego wpływ na losy Zgromadzenia - podejmowała budowę coraz to nowych placówek czci Niepokalanej i służby wychowawczej młodych pokoleń.

Do zakładu w Jazłowcu zgłaszało się tak dużo dziewcząt, że „pękał w szwach". Trzeba było myśleć o dalszej rozbudowie Maryjnej Sieci. Następnym po Jazłowcu był Jarosław, a kolejne powstawały w Niżniowie nad Dniestrem, w Nowym Sączu, w Słonimie i w Szymanowie koło Warszawy, gdzie ostatni raz w życiu, w 1907 r., Matka wysłała siostry, mając dziwną pewność, że właśnie Szymanów stanie się tym, czym jest obecnie: Domem Generalnym Zgromadzenia Sióstr Niepokalanek.

Nie mieszcząca się w kategoriach normalnego rozumowania postać Matki Marceliny, siłą i wielkością nieprawdopodobnie rozległych osiągnięć - zyskała sławę o międzynarodowej skali. Ujawniło się to ze szczególną siłą w 1904 r., gdy z okazji 50. rocznicy powstania Zgromadzenia, na ręce Matki Darowskiej napłynęło tysiące życzeń i podziękowań.

Z tej lawiny serdecznych odruchów przytoczymy także dwa listy Henryka Sienkiewicza. Jeden z okazji Jubileuszu, z dnia 23 XII 1904 r., w którym czytamy: „Zanim wieczność zawoła o zdanie rachunku ze spraw naszego życia, już tu na ziemi sądzi nas ludzie, sadzi otoczenie, sądzi społeczeństwo. Że siejba Twoja Najprzewielebniejsza Matko, była Bożą siejbą, świadczą te głosy czci i wdzięczności, płynące ku Tobie w Jubileuszowym roku ze wszystkich krańców naszej poszarpanej ziemi. W ślad za głosami idy serca dzieci i kobiet polskich. Nauczyłaś je miłować Boga i kraj ojczysty czcić wszystko co wielkie, szlachetne, nieszczęśliwe, więc wielki, a nieszczęśliwy naród ocenił i uczcił Ciebie.

Pozwól i mojej głowie pochylić się przed Twą zasługą i złożyć Ci należny hołd za tę pracę tak długą, a tak doniosłą dla naszego społeczeństwa i tak w swych skutkach błogosławioną. Chwała Twej rozumnej pracy, a cześć zasłudze i dobroci. Przyjmij je tak łaskawie, jak szczerze i z głębi serca Ci je posyłam, załączając przy nich życzenia jak najdłuższych lat pracy dla dobra narodu, wyrazy czci i najgłębszego poważania".

Tyle Sienkiewicz. Ale trzeba wiedzieć, że jego wręcz uwielbienie Matki Marceliny wywodziło się także z faktu, że Jej działalność objęła najpierw tereny drogich Sienkiewiczowi „Dzikich Pól", gdzie przewalały się krwawe fale Historii, a „Ogień i Miecz" wykreślały bieg dziejów.

Wielkich słów od wielkich ludzi padło pod adresem Matki wiele. Nie przestrzegając chronologii zdarzeń - wspomnimy kilka. Pierwszą będzie wypowiedź papieża Piusa IX, który błogosławiąc dziełu Matki Darowskiej i żegnając grono wyjeżdżających do Polski zakonnic, powiedział: „Jedźcie! To zgromadzenie jest dla Polski. Tam, na rozdartych przez wrogów ziemiach znajdziecie ogrom zadań, dla których wykonania błogosławię Wam i życzę: Szczęść Boże!".

W drugim liście Sienkiewicza, z dnia 21 IV 1914 r., skierowanym na ręce p. Tarnawskiej, niosącej pomoc Zgromadzeniu znajdujemy omówienie efektów wychowawczych sióstr niepokalanek. A oto jego ocena: „Znam kilka wychowanek szkół klasztornych galicyjskich, prowadzonych przez Niepokalanki w Jazłowcu, w Nowym Sączu, w Jarosławiu i Niżniowie. Niektóre z tych wychowanek skończyły kurs nauk już dawno, inne świeżo. Wszystkie wyniosły z tych zakładów jak najmilsze wspomnienia serdecznej, niezmiernie wyrozumiałej i troskliwej opieki, która nie zadawalnia się szablonem, ale zwraca się do każdej uczennicy indywidualnie. Wychowanie jest oczywiście religijne, ale dalekie od bigoterii. Panuje doskonałe koleżeństwo i ogromna wesołość. Zakonnice przestrzegają przy tem zasad higieny i zdrowia nie poświęca się dla lekcji. Tak mówią te panienki, które stamtąd wyszły. Osobiście tego nie sprawdzałem, zauważyłem wszelako, że otrzymują wykształcenie staranne, i że to, co umieją - umieją dobrze ... ".

Sienkiewicza znamy jako wspaniałego powieściopisarza i noblistę. Ale obydwa listy świadczą, że oprócz literatury i historii interesował się bardzo wychowaniem młodego pokolenia.

I jeszcze jedna wypowiedź godna odnotowania: głos znanego kaznodziei, a równocześnie wiernego przyjaciela Matki Marceliny i całego Zgromadzenia, J. E. ks. arcybiskupa Józefa Teodorowicza, który w 1911 r. Przemawiając na jazłowieckim cmentarzu nad trumną Matki, podsumował jej życie w najdoskonalszych definicjach:

„Można zamknąć jej życie - powiedział - w jednym znaku i w jednym słowie, a to w słowie Pawłowym: »Żyję ja, już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus«. 0, prawdziwie! Ona nie tylko wpatrywała się w Chrystusa. Ona nie tylko miała uczucie miłości. Ona nadto i przede wszystkim z Nim była zespolona. Ona w Nim była jedno ­ On w niej żył i przez nią działał ... ".

Ale na ostateczne podsumowanie wartości duchowych i dorobku wychowawczego Matki Marceliny trzeba było czekać pełne 85 lat. Dokonał tego papież Jan Paweł II aktem beatyfikacyjnym w dniu 6 października 1996 r., wprowadzając Matkę Marcelinę w poczet Błogosławionych.

***

W nieoficjalnych zapisach i wspomnieniach Sióstr pracujących pod przewodnictwem Matki Darowskiej zachowało się jedno, o którym warto wspomnieć, jako o ściśle irracjonalnym fenomenie. Chodzi o sposób wyboru miejsca pod nowy zakład.

Matka Marcelina stawała w takich wypadkach przed dylematem: w rozdartym rozbiorami kraju jest tysiące miejscowości, wśród których tego rodzaju placówka jest naglącą potrzebą. Tylko gdzie, bo przecież przypadek w grę wchodzić nie może?

Nie użyjemy słowa cud, bo dziś, w kategoriach laickiego rozumowania-słowo to mogłoby zabrzmieć co najmniej podejrzanie, a jednak.

Bo spójrzmy: zamyka się zafrasowana Matka w celi, rozkłada na stole mapę kiedysiejszej Polski, zaczyna od głębokiej, przechodzącej w ekstazę modlitwy, zamyka oczy i przez pewien czas wolniutko przesuwa opuszkami palców po obszarze mapy. Długo „Telefon Boży" milczy. Ale w pewnym momencie któraś z nazw „nadaje sygnał"; poprzez ciało Matki przebiega jak dreszcz i osiada w sercu „Boży Znak". Matce nie trzeba żadnych wyjaśnień: wie. Tu jestem potrzebna! Zapisuje wskazaną Bożym Palcem nazwę i przystępuje do dzieła.

Rozpoczęliśmy szkic niniejszy od uroczystości poświęcenia i otwarcia wybudowanego właśnie zakładu ss. Niepokalanek w Nowym Sączu. Wypada więc wrócić do tematu, rozwinąć wątek zasadniczy i ukazać jak kształtowały się procesy budowlane tego pięknego i monumentalnego obiektu.

A więc najpierw pytanie: Był ten „Boży Telefon" do serca Matki Marceliny, czy nie był? Dwaj ówcześni przywódcy duchowi Nowego Sącza: sławny kaznodzieja i działacz, superior klasztoru oo. Jezuitów, o. Stanisław Załęski, oraz proboszcz nowosądeckiej parafii, ks. infułat Alojzy Góralik twierdzą, że był, bo Matkę Marcelinę i jej Zgromadzenie „sam Pan Bóg przysłał do Nowego Sącza".

Dajmy więc wiarę tej klasy autorytetom i odnotujmy zapisy, poczynione na ten temat przez ówczesną kronikarkę Zgromadzenia siostrę N., a także przez samą Matkę Marcelinę:

„Poprosiła Matka Marcelina - pisze kronikarka - budowniczego Kołodziejskiego o obejrzenie kilku proponowanych siedzib na nowy, czwarty dom dla sióstr. Objechał południowe tereny diecezji tarnowskiej, nic jednak odpowiedniego nie znalazł. Lecz w przejeździe oczy jego zatrzymały się na jednej miejscowości pod Nowym Sączem. Nie było tu wprawdzie żadnego budynku, który nadawałby się, po przebudowie, na siedzibę Zgromadzenia, ale sama mogłaby stanowić idealne miejsce pod budowę klasztoru".

Natychmiast po relacji Kolodziejskiego udała się Matka Marcelina z Siostrą Paulą na wskazane miejsce, o czym w swoich wspomnieniach zostawiła następujący zapis: „Ruszyłam z Siostrą Paulą, aby miejscowość tę zwiedzić. Była to realność, należąca ongiś do Ojców Franciszkanów, fundowanych przez Św. Kingę, zniesionych przez cesarza Józefa II. Dwa budynki stare, nędzne i zapuszczone, zniszczone i nieład wszędzie, oto co się oczom naszym przedstawiło i raczej zrażało niż pociągało serce. Ale Ono, niezależnie od rozumu i woli człowieka, a przystępne działaniom Łaski ­ pod jej wpływem uczuło, że to właśnie miejsce jest naznaczone Wolą Bożą na nowe gniazdo Zgromadzenia".

Dalszy wątek podejmuje znów Siostra kronikarka. Idźmy za jej wywodem: „Zdarzyło się właśnie podczas, gdy budowniczy Kołodziejski wyruszył był do diecezji tarnowskiej, że Siostra Rozalia, rodem z Makowej pod Krakowem, miała sen, który opowiedziała Matce Marcelinie za jej powrotem z Nowego Sącza do Jazłowca. Śniło się jej, że z Siostrę Michaliną szła drogą w podgórskiej okolicy. W pewnej chwili ujrzały staruszka, też drogą idącego. Gdy zrównał się z nimi, powiedział: »Idę do Sącza szukać domu dla Niepokalanek«. I znikł. Przypuszczając, że był to św Józef, poleciła Matka Siostrze Celinie (córka artysty malarza Piotra Michałowskiego) wymalować do przyszłej kaplicy sądeckiej obraz św Józefa z gmachem klasztornym w ręce. Obraz ten, do dnia dzisiejszego wiszący w kaplicy Białego Klasztoru, był w widzeniu Matki Marceliny czymś zgoła logicznym: To zrozumiałe, że On, oblubieniec Niepokalanie Poczętej troszczy się o los tych, które oddały się w służbę Matki Bożej! I z tego czasu, wiosną 1894 r., na kartach Jaziowieckiej kroniki pozostał zapis Matki Marceliny: »Decydujmy się na realność pod Sączem, w jądrze starej Polski«."

W czerwcu 1894 r. następuje podpisanie kontraktu. Patronuje temu ksiądz infułat Alojzy Góralik, ówczesny proboszcz Nowego Sącza. Pierwsze kroki niepokalanek na tutejszym terenie opisuje mieszkająca w tym czasie w Sączu dziewczyna, która szkołę podstawową ukończyła w prowadzonym przez siostry zakładzie w Niżniowie nad Dniestrem - Teresa Szyrajew.

Oto jej zapis: „W roku 1894, na wiosnę, wracając z przechadzki do domu na ul. Jagiellońskiej, zobaczyłam naprzeciw jadący powóz, a w nim dwie niepokalanki ...Z ust naszego domowego lekarza (był nim dr Karol Vlawik, przyp., autora), a wówczas burmistrza Nowego Sącza, dowiedziałam się o celu przyjazdu niepokalanek. Wyjaśnił rzecz w tych słowach: »Przybyły tu do nas ze wschodu, z Jazłowca, niezwykłe zakonnice - dwie niepokalanki - pragną w naszych stronach założyć nowy dom ­ badają teren nadający się na zakład naukowy, wychowawczy, żeński.

Starsza z tych pań - to przełożona generalna, Matka Marcelina Darowska, bardzo wielka pani i święta. Młodsza, to asystentka, sekretarka, bardzo mądra, sympatyczna i praktyczna« ".

I znów oddajemy głos kronikarce: „Matka Marcelina zamieszkała w bardzo porządnym hotelu pp. Chrzanowiczów na ulicy Tarnowskiej, w pobliżu klasztoru i kościoła Ojców Jezuitów ".

Natychmiast po objęciu posiadłości, w lipcu 1894 roku, przystąpiła Matka Marcelina (mająca wtedy już 67 lat) do zbierania materiałów pod budowę klasztoru. Nie było wystarczających funduszy, ale Matka liczyła na Bożą Opatrzność i rzeczywiście po dwóch latach taki pozostawia zapis:

„Fundusze nasze szczupłe i niewystarczające przy rozpoczęciu robót, zwiększane były kolejno posagiem G. Halszki, darem pewnej bogobojnej pani, która hojną ofiarę złożyła pod warunkiem nie ujawniania nazwiska ".

Z innych źródeł wiadomo, że dużą pomoc w budowie świadczyli oo. jezuici oraz ks. infułat Góralik. Z majątku jezuickiego bowiem, i z gospodarstwa plebańskiego, szły spore zasoby środków żywnościowych, co pozwoliło Matce Marcelinie na prowadzenie kuchni dla pracowników zamiejscowych, wykonujących przy budowie klasztoru roboty specjalistyczne.

Tę działalność Matki ze szczególną życzliwością i pomocą wspierał w tym czasie superior oo. jezuitów, o. Stanisław Załęski.

I znów sięgnijmy do wspomnień Matki. „Kamień węgielny kaplicy został poświęcony uroczyście przez ks. infułata Góralika 17 czerwca 1896 r. i uczułam, że Pan objął opieką swoją ten nowy dom Zgromadzenia".

Głównym architektem prowadzącym budowę był p. Halicki. Z robotnikami stosunki były dobre, cenili sobie pracę przy budowie klasztoru. Było to niewątpliwie zasługą Matki Marceliny, która chociaż dużo wymagała - była sprawiedliwa i hojna.

Trzeba przy okazji stwierdzić, że pewne cechy w postawie Matki Marceliny ukształtowały się w latach młodości: szacunek dla ludzi pracy, umiejętność kierowania zespołem zatrudnionych osób wyniosła z okresu prowadzenia gospodarki rolnej przy ojcu i na otrzymanych w posagu Żerdziach. A wszędzie pozostawiła po sobie świetlaną pamięć jako „dziedziczka" o rzadko spotykanej pobożności, miłosierdziu i zdolnościach w prowadzeniu gospodarki.

Późniejszy pobyt w Krymie nauczył ją rozumieć i doceniać piękno i logikę sztuki budowlanej. To zaś, przy budowie kolejnych siedzib Zgromadzenia, pozwoliło jej wyciągać praktyczne wnioski. Nawet wbrew założeniom projektowym danego obiektu.

Coś nam na ten temat powie zapis kronikarki notującej postęp robót w Białym Klasztorze: „Kiedy Matka w 1896 r. tu zjechała - zastała porobione przy klasach małe, nieładne drzwiczki. Bardzo się tym zmartwiła i poleciła wszystkie drzwi na górze przerobić i dać duże, o podwójnych skrzydłach, jakie są teraz. Kiedy robotnicy murarscy to usłyszeli - zastrajkowali i pouciekali.

Ale Matka, doskonały psycholog, wiedziała co z tym fantem zrobić: kazała S. Teresie dla pozostałych grup roboczych (ślusarze, stolarze, itd.) wyprawić ucztę. Zastawiono stoły pod kasztanem S. Teresa napiekła dużych bułek, kupiono piwa, kiełbasy itd. Kiedy się mularczyki o tym zwiedzieli, przeprosili się, należeli do uczty i potem już się zgodzili na burzenie częściowo swojej roboty".

Rok 1897 był rokiem wykańczania budowy. 27 maja odprawiono pierwszą Mszę Świętą w urządzonej tymczasowo kapliczce: 23 czerwca zawieszono dzwon na wieży. Zamówiła go S. Paula z tonem wedle dźwięku głosu Matki, uchwyconego na kamertonie. Niestety, został on zarekwirowany przez Niemców w czasie ostatniej wojny.

2 sierpnia, w czasie rannej modlitwy, Matka Marcelina doznała widzenia, że z Woli Bożej opiekunem domu sądeckiego będzie „wielki i piękny anioł". Z chórów otaczających Matkę Bożą będzie on czuwał nad wszystkimi sprawami.

Z ekstatycznej wizji powstała Figura, która stoi do dziś na podeście głównych schodów. Wróćmy jednak do zapisów kronikarki, raz po razie podkreślającej postawę robotników pracujących przy wykończeniu domu, którzy ogromnie cenili i kochali Matką Marcelinę, razem z nią martwili się opóźnieniem prac.

„Toteż gdy tylko przyszło drzewo na stalle - czytamy w kronice - robotnicy zupełnie dobrowolnie, z własnego popędu postanowili przez kilka nocy pracować, żeby przyśpieszyć uroczystość poświęcenia kaplicy i umyślnie na noc zostawiali sobie taką robotę, którą mogli wykonywać bez stukania, np. przyklejanie rzeźbionych elementów. Mówili: »Żeby Przewielebnej Matki nie budzić«.

W dzień poświęcenia kaplicy p. Halicki dostał od Matki złoty zegarek z napisem pamiątkowym, a inni panowie i robotnicy - medale.

Na parę dni przed poświęceniem kaplicy Matka kazała kupić wielką księgę, w której każdy z owych artystów - robotników miał się wpisać, z wymienieniem co robił". I wreszcie najważniejszy moment w dziejach „Białego Klasztoru", jak mieszkańcy miasta nazwali dom Sióstr Niepokalanek. Oto relacja siostry kronikarki:

„Dzięki pośpiesznemu wykończeniu robót kaplica był gotowa na uroczystość Narodzenia Najświętszej Panny. 8 września 1897 r. ks. biskup Łobos z wielką pociechą swojej pięknej duszy poświęcił ją i cały dom na chwałę Bożą. Przemówił bardzo gorąco. »Trzydzieści przeszło łat znam Matkę i prosiłem Pana Boga, żeby mi dał do mojej diecezji Zgromadzenie Matki. I dziś mi Pan Bóg dał to szczęście, że mogę przyjąć Matkę i jej Zgromadzenie« ".

Tu wypada wyjaśnić skąd ks. biskup znał od lat Matkę i jej Zgromadzenie. Ignacy Józef Łobos urodził się w Drohobyczu jako syn rzemieślnika. Na Kresach ukończył szkołę średnią, studia teologiczne odbył w Przemyślu. Tu też został wyświęcony i pierwsze lata kapłaństwa przepracował w Samborze i Przemyślu. Wybitnie zdolny, awansował bardzo szybko i w latach 1882-1885 był już biskupem pomocniczym diecezji przemyskiej, skąd 23 V 1886 r. przeszedł do Tarnowa, z nominacją na włodarza diecezji tarnowskiej. Żyjąc, kształcąc się i pracując w kręgu sławnego Jazłowca - wiedział o Matce Marcelinie wszystko, co najlepsze, czemu dał wyraz w cytowanym fragmencie przemówienia w Białym Klasztorze.

Na momencie poświęcenia kaplicy i całego obiektu zwanego Białym Klasztorem - moglibyśmy dzieje budowy zakończyć. Ale zakończenie budowy było początkiem pracy sakralno-naukowo-wychowawczej Zgromadzenia. Pracy, która w ciągu stuletniej kontynuacji przeszła: zabór austriacki, okupację hitlerowską i stalinowską, kryjąc swoje właściwe oblicze konspiracyjną kurtyną tylko w okresie II wojny światowej.

Ale stu lat olbrzymiego wysiłku tysięcy Sióstr wykładowczyń, wychowawczyń i personelu obsługi - nie da się zamknąć na kilku kartkach - tu jest potrzebne wielotomowe dzieło, które, mam nadzieję, wcześniej czy później powstanie.

Na razie, póki co, wróćmy do zapisów kronikarki, notującej przebieg uroczystości poświęceniowej.

„W czasie poświęcenia tłumy otaczały klasztor Warta z robotników, którzy pracowali przy budowie, nie puszczała nikogo do wnętrza. Ludzie się użalali: »gdy się klasztor budowało, mówiliście nam, że w czasie poświęcenia cały klasztor będzie można obejść a teraz nas nie wpuszczacie ... «.

Ale im wytłumaczono, że miejsca nie ma. Poprzez kapelanię aż do cmentarza sięgały tłumy jakby olbrzymia procesja z chorągwiami. Drzew jeszcze nie było, nie było też domów, więc można było wszystko dobrze widzieć. Wśród tłumów, bliżej klasztoru, chodził jakiś ksiądz w bardzo długiej komży. Spytałam jednej dziewczyny: kto to taki? A to ksiądz ruski - odpowiedziała - przyszedł procesją z cały swoje parafią witać niepokalanki. A ten drugi obok - to diak.

Opowiedziałam o tym Siostrze Teresie, ale dopiero po wszystkim. »Bójże się Boga! - zawołała - czemuś mi wcześniej nie powiedziała? Byłybyśmy Go na salę na obiad zaprosiły«.

Jak z notatki wynika - sto lat temu ekumenizm ujawniał się w sposób spontaniczny, na zasadzie zwykłej międzyludzkiej życzliwości. Zwłaszcza w Nowym Sączu, którego ówczesne społeczeństwo składało się z pięciu grup etnicznych i wyznaniowych: Polacy, Niemcy, Żydzi i Łemkowie - grekokatolicy i prawosławni.

Ale wróćmy na moment do relacji kronikarki, aby jej oczyma spojrzeć na ukończoną budowę.

„Kaplica była piękna... dom w czworobok budowany, z prześlicznym na dole i na piętrze krużgankiem werandowym o arkadach i kolumnach przypominających Wawel, miał powagę starego gmachu, budząc antycznym stylem podziw znawców. Zaś ogród w uroczym położeniu, z widokiem na góry, z rzeką i strumieniem, z cienistym gajem, zapowiadał rajską siedzibę dla dziatwy".

Siostry, zgodnie ze zwyczajem i przeznaczeniem Zgromadzenia, otworzyły w Białym Klasztorze dwie szkoły: średnią i tzw. „szkółkę" - dla dzieci z okolicy. Początki były trudne. Szkoły musiały sobie wyrobić jak najlepszą opinię. Stosując najnowsze metody w nauczaniu i wychowaniu, rychło zyskały społeczną aprobatę, rozgłos i zaufanie. Wiele pomogła Matka Marcelina, dojeżdżając do Sącza lub wspierając Siostry listownie.

Dziś szacowne mury Białego Klasztoru, jak w ciągu stuletnich dziejów, nadal kipią młodością: 4-letnie Technikum Gastronomiczne i 3-letnia Zasadnicza Szkoła Gastronomiczna, a także harcerstwo oraz udział uczennic w różnych imprezach o charakterze religijnym, narodowym i społecznym - kształcą młodzież zgodnie z ideą Zgromadzenia. Z tym, że nad wszystkim unosi się opiekuńczy duch błogosławionej Matki Marceliny, błogosławiący trud Sióstr, pomnożony o glorię Jubileuszu przypadającego na dzień 8 września 1997 r. Przygotowaniem do godnego uczczenia „Stuletnich Dożynek" Białego Klasztoru -żyją dziś młodzież i zakonnice, pod kierownictwem Siostry Przełożonej M. Ewy Domaszewskiej. Szczęść Boże!

P.S Pragnę w tym miejscu złożyć najserdeczniejsze podziękowania Wielebnym Siostrom: M. Eryce z jarosławskiej Bazy Niepokalanek oraz Siostrze Przełożonej M. Ewie Domaszewskiej za użyczenie wyciągów z kronik i innych materiałów, które umożliwiły napisanie niniejszego szkicu.