|
Ks. Stanisław Pietrzak U BRAMY SĄDECCZYZNY ZAMEK TROPSZTYN Podróżujący trasą Nowy Sącz - Brzesko bywają zaskoczeni: na granicy powiatów sądeckiego i brzeskiego, między gminami Łososina Dolna a Czchów, u styku miejscowości Witowice Dolne i Wytrzyszczka nie było zamku, a jest! Fatamorgana? To jednak rzeczywistość, i to tak dawna, jak nowa. Na miesiąc czerwiec planowane jest jego otwarcie, na razie w stanie surowym, na użytek turystów. Trzeba się z nim choć trochę zapoznać.Zamek Tropsztyn, położony jest na granicy powiatów brzeskiego i sądeckiego i nad zachodnim brzegiem Dunajca, u ujścia Iwkowskiego Potoku do Dunajca. Wraz ze stojącym na wschodnim brzegu rzeki romańskim kościołem św. Świerada w Tropiu, którego budowę można datować nawet na XI w., stanowi tzw. Bramę Sądecczyzny. Przez nią, czyli między zamkiem a kościołem, przechodziły kiedyś z Polski na Górne Węgry, czyli Słowację, dwa ważne szlaki komunikacyjne: wodny i lądowy brzegiem Dunajca. Panowie zamku podobno często wykorzystywali to położenie i usiłowali samowolnie przejmować kontrolę nad tym traktem. Tropsztyn spełniał zapewne od początku rolę prywatnej warowni obronnej, siedziby mieszkalnej i ośrodka gospodarczego, czyli tzw. klucza własności ziemskich. Właścicielami tego miejsca i obiektu był najpierw ród Ośmiorogów zwany także Gierałtami, potem ród Chebdów herbu Starykoń, następnie kilku ich spadkobierców po kądzieli i wreszcie obcy nabywcy. NAZWA Nazwa Tropsztyn jest złożona z dwóch wyrazów: nazwy miejscowości Tropie i słowa stein. Miejscowość Tropie, która obecnie leży tylko po wschodniej stronie, czyli na prawym brzegu Dunajca, w średniowieczu rozciągała się po obu stronach rzeki: po wschodniej, gdzie znajduje się kościół i po zachodniej, gdzie znajduje się zamek i kilka najbliższych domów koło zamku i dzisiejszego promu. Miejscowość ta nazywała się też Zawrót, gdyż Dunajec płynąc od wschodu i uderzając w podnóże skały, na której stoi ten zamek, gwałtownie zawracał, kierując się ku północnemu wschodowi, czyli ku dzisiejszej Zaporze Czchowskiej. Nazwa Tropie jest greckim tłumaczeniem właśnie tej nazwy Zawrót (nb. od tego samego pierwotnie greckiego rzeczownika tropie 'zakręt, zawrót' pochodzi też łaciński i międzynarodowy tropicus 'tropik, tropikalny - zwrotnik, zwrotnikowy'). To greckie pochodzenie nazwy miejscowości Tropie jest bardzo ciekawą zagadką historyczną, ale już wyjaśnioną. Natomiast niemieckie słowo stein (czytaj: sztajn), które w nazwie zamku występuje dziś w postaci -sztyn, oznacza tu zamek kamienny zwany też kamieńcem. Taka była wówczas, w XIII i XIV wieku, maniera nazewnicza nad Dunajcem, że nawet rdzennie polskiego pochodzenia założyciele i panowie zamków, nadawali im groźnie brzmiące niemieckie nazwy. Stąd takie naddunajeckie nazwania, jak: Melsztyn, Czorsztyn, Falsztyn (wieś), Rabsztyn (góra) i nasz Tropsztyn. TROPSZTYN W RĘKACH OŚMIOROGÓW Najstarsze znane wzmianki o Tropsztynie z jego nazwą zawarte były w trzynastowiecznych zaginionych dokumentach rodziny OśmiorogówGierałtów. Na początku XVII wieku wykorzystano je do sporządzenia tzw. zapiski tropskiej. Zapiska ta została około 1626 r. wprowadzona do najstarszej księgi metrykalnej parafii Tropie. Wynika z niej, że pierwszy raz nazwa Tropsztyn występowała w dokumencie z roku 1231. Wspominał on niejakiego Dobrosława Ośmioroga "z Tropsztyna". Drugi taki dokument był datowany na rok 1240 i wspominał o Gniewomirze "z Tropsztyna albo z Tropia". On to dla kościoła św. Świerada w Tropiu uczynił wtedy jakąś fundację. Zresztą sam miał syna imieniem Świerad, którego później mylnie uważano za owego świętego pustelnika, czczonego w tropskim kościele od XI wieku. W połowie XIX wieku wydobyto i upowszechniono nawet taką tradycję, że pewien Ośmioróg rodem z Wojsławic (za Wisłą, gdzie podobno było pierwotne gniazdo tego rodu) miał budować kościół św. Świerada w Tropiu w roku 1090! Osiedleni zwłaszcza w okolicach Zakliczyna Ośmiorogowie mieli tak mocne przekonanie, że św. Świerad z pustelni w Tropiu pochodził z ich rodu, że jeszcze w 1626 roku, choć nie byli wtedy patronami kościoła św. Świerada w Tropiu ani nie przebywali na Tropsztynie, uczynili dla niego darowiznę wielkiego obrazu, na którym u kolan modlącego się Świętego umieścili swój herb. Osiem rogów na tarczy ich herbu to pierwotnie: cztery pęknięte strąki dzikiego groszku zwanego cieciorką. Zanim stał się herbem rycerskim, spełniał rolę znaku własnościowego, rolniczego. Przypomina nam się tu, co o św. Świeradzie napisał przed 1070 rokiem węgierski biskup Maurus, że św. Świerad pochodził z rodu wieśniaczego. Po Ośmiorogach jako właścicielach Tropsztyna pozostał też i ten ślad, że jeszcze około 1400 r., gdy zamek był już dawno w innych rękach, bywał niekiedy nazywany Rożków, od nazwy herbowej poprzednich panów. Była to już czwarta nazwa tego miejsca. Tu trzeba nadmienić, że Ośmiorogowie zwani Gierałtami zostawili także swój ślad nazewniczy na kościele w Tropiu, którego byli patronami, inaczej kolatorami albo opiekunami. Gdy w 1535 roku Chebdowie sprzedali zamek Piotrowi Kmicie z Wiśnicza, w dokumencie pomylono imię niebiańskiego patrona kościoła w Tropiu, św. Świerada, z nazwiskiem ziemskiego opiekuna, Gierałta, nazywając tropski kościół "kościołem świętego Gierałta" (św. Gerald z Irlandii, VIII w.) W zachowanym dokumencie z roku 1382 kolejny właściciel Tropsztyna nazywał się "Mikołaj ze Świerada". Byłby to znak, że i do tego miejsca odnosiła się nazwa ówczesnego Tropia w postaci Święty Świerad. To już piąte miano, ale ono dodaje szczególnego splendoru temu uroczemu zakątkowi Polski. (Nie ma natomiast żadnej rozumnej podstawy, by temu miejscu dopisywać jeszcze nazwę Lemiesz i historię incydentu między Piotrem z Lemiesza a św. Kingą; śladów zamku Lemiesz historycy i archeologowie dopatrują się w Białej Wodzie koło Tęgoborzy, nad mostem w Kurowie). Niekiedy wysuwa się przypuszczenie, że to ów zmarły przed 1382 rokiem Mikołaj z Ośmiorogów był budowniczym zamku Tropsztyn, ale skoro najstarsza i bogata ceramika znaleziona na wzgórzu jest datowana na wiek XIII, to nic nie przeszkadza, aby na ten wiek wyznaczyć i początek zamku; właśnie na czas "Dobrosława Ośmioroga z Tropsztyna" - zgodnie z zapiską tropską. Najdawniejszy zamek, stein, stanowiło kamienne ogrodzenie w postaci muru obronnego. Wykonany był z miejscowego piaskowca, miał grubość blisko 2 m i wysokość ponad 5,5 m., łącznie z tzw. krenelażem ze strzelnicami nad strażniczym gankiem. Nie było w nim bramy w tym miejscu, gdzie jest obecnie, od strony zachodniej, lecz od strony północno-wschodniej. Prowadził do niej drewniany pomost na słupach i most zwodzony, podnoszony na linie lub łańcuchu. Istnieje rozpoznanie archeologa, że w narożniku południowowschodnim, czyli nad ujściem Iwkowskiego Potoku do Dunajca, stała okrągła wieża. Niestety zbudowano ją na niepewnym gruncie skalistoziemnym i dlatego obsunęła się i runęła w dół. Pozostała po niej olbrzymia pryzma głazów u podnóża wzgórza zamkowego nad brzegiem potoku. Podobnie stało się jeszcze dwukrotnie, gdy w miejscu dawnej wieży wykonano narożnik kamiennego ogrodzenia. Wewnątrz tego warownego ogrodzenia musiały stać jakieś zabudowania drewniane w postaci budynku mieszkalnego i wieży zastępczej. Była to zapewne pierwsza w dolinie Dunajca rezydencja-warownia o nazwie stein i może ona stała się prawzorem dla późniejszych nazw innych podob nych miejsc nad Dunajcem.TROPSZTYN W RĘKACH CHEBDÓW Niewiele po roku 1385 córka owego Mikołaja ze Świętego Świerada, Zochna, wychodzi za mąż za Chebdę, którego dokument z 1390 roku wspomina jako pana Tropsztyna. Był on wtedy obecny jako świadek podczas aktu rozgraniczania dóbr starosądeckich klarysek. Któż to był ów Chebda? Legitymował się herbem Starykoń. Miał rdzennie polskie imię oznaczające chebda, czyli dziki bez. Przybył w te strony z okolic Miechowa za Krakowem, gdzie był właścicielem dóbr w kilku wsiach. W 1385 za najechanie wsi Prusy koło Mogiły, własności arcybiskupstwa gnieźnieńskiego, został obłożony klątwą. Wtedy zapewne utracił większość tamtejszych swoich dóbr i po zawarciu związku małżeńskiego z Zochną z tropsztyńskich Ośmiorogów-Gierałtów stał się współwłaścicielem Tropsztyna. Musiał tu przybyć z opinią rozbójnika, skoro na zamku zaciążyła, ubogacona nowymi faktami z wieków późniejszych sława, że był on gniazdem piractwa i rozboju. Pozostawił tu jednak ów założyciel tropskiej gałęzi Chebdów po sobie trochę dobra. Oto zapewne z inspiracji Zochny Chebdowej, poczuwającej się do obowiązku czci względem świętego z jej rodu, pustelnika Świerada żyjącego w Tropiu około 1000 roku, obydwoje gorliwie troszczyli się o poświęcony mu kościół w Tropiu. Natomiast w 1400 roku dla zabezpieczenia czci Świeradowego ucznia i towarzysza, świątobliwego Justa - Jodoka, ufundowali klasztor w Tęgoborzy na górze już od dawna zwanej Święty Just, jako że tam miał on swoją pustelniczą siedzibę. Stało się to przy współudziale innej osobistości z rodu Ośmiorogów-Gierałtów - oficjała krakowskiego Mikołaja z Gorzkowa, późniejszego biskupa wileńskiego. W owym klasztorze na Juście ulokował on swoich protegowanych, krakowskich zakonników z kościoła św. Marka zwanych markami. Klasztor ten przetrwał tam ponad dwieście lat. Temuż Chebdzie przypisuje się wybudowanie ok. 1390 r. kamiennego budynku mieszkalnego wewnątrz zamku, wzdłuż całego południowego odbudowanego wtedy odcinka muru, czyli na prawo od dzisiejszej bramy wejściowej. Budynek ten był początkowo jednoizbowy i dwukondygnacyjny, zapewne z poddaszem o charakterze obronnym, ze strzelnicami w ścianach zewnętrznych. Miał około 9 m. wysokości. Do pomieszczeń prowadziły schody zewnętrzne. Chebda miał ośmioro dzieci z dwóch małżeństw. Jego liczne dobra zostały więc wnet rozdrobnione, ale Tropsztyn nadal pozostał siedzibą klucza, czyli gospodarczego centrum tych dóbr. Zapewne pierwszy spadkobierca Chebdy, syn Andrzej, wybudował kwadratową wieżę kamienną w północno-zachodnim narożniku zamku. Była chyba pięciokondygnacyjna. Przestrzeń wewnętrzna miała wymiary 4x4 m, a mury grube na 2-3 m. Na pierwszą kondygnację prowadziły schody zewnętrzne, w wyższej były wewnątrz, przy wschodniej ścianie wieży (obecnie przy zachodniej ścianie, i winda). W 1521 roku król Zygmunt Stary skonfiskował zamek Tropsztyn za niestawienie się jego właściciela, Andrzeja Chebdy, na wojnę przeciw Krzyżakom. Ale Andrzej zamek wnet wykupił. Jeszcze w tym samym, XV stuleciu przy wschodnim odcinku muru (po stronie rzeki) wystawiono budynek gospodarczy, w którym była m.in. kuchnia, o czym świadczy wielka ilość potłuczonych naczyń i kości zwierzęcych w badanym gruncie otoczenia. KU UPADKOWI Na początku XVI w. Tropsztyn zaczyna zmierzać, zresztą jak większość ówczesnych zamków w związku ze zmianą techniki wojennej, ku upadkowi. W 1535 roku Prokop Chebda sprzedaje zamek, ale już opustoszały, kasztelanowi sandomierskiemu i marszałkowi wielkiemu koronnemu Piotrowi Kmicie z Wiśnicza. Wnet potem zamek przechodzi kolejno w ręce Robkowskich i Gabońskich, po kądzieli krewnych z Chebdami. Chyba oni dokonali dalszej rozbudowy wewnątrz zamku, dobudowując do muru północnego jakąś reprezentacyjną rezydencję. W wyniku tego musiano zamurować bramę północno-wschodnią i zlikwidować niepotrzebny już most zwodzony. Wykonano wtedy bramę wjazdową, jak dziś, przez zachodni mur zamku, do której prowadził drewniany pomost ponad obronnym rowem. Robkowscy i Gabońscy byli niestety aktywnymi arianami, którzy kościołowi w Tropiu wyrządzili wiele krzywd. Będąc bowiem jego patronami, na czterdzieści lat pozbawili go katolickiego kapłana, zabrali sprzęty liturgiczne oraz dwie skrzynie dokumentów, których proboszczom Tropia, mimo usilnych starań, już nigdy nie udało się odzyskać. Gdzieś przepadły. Kościół wtedy uległ znacznej ruinie. Ale i zamek... też! Oto w czasie biskupiej wizytacji parafii Tropie w 1608 r. do akt wizytacyjnych wpisano, że zamek Tropsztyn znajduje się w stanie dewastacji. Jednak za ten stan imiennie nie obciążono źle rządzących się ariańskich właścicieli, Robkowskich i Gabońskich, lecz jakichś jego panów zwanych bezimiennie wojewódkami, którzy na przejeżdżające Dunajcem łodzie i tratwy z towarami urządzali pirackie napady. Dlatego panowie sąsiedniego Rożnowa, chyba w 1574 r. i zapewne za zgodą starosty sądeckiego, napadli na zamek, złupili go i ponoć doszczętnie zrujnowali. W 1615 roku zamek przechodzi w zastaw, ale tylko na rok, do rąk rodziny Stadnickich z Wiatrowic (dziś przysiółek Tropia). Tu warto wspomnieć, co zapisano w najstarszej tropskiej księdze metrykalnej, że zaślubiona przez niejakiego Mikołaja Berzewiczego, barona, Jadwiga Stadnicka w 1622 roku wydała na świat Ferdynanda. Jego wnuk, Sebastian Berzewiczy, gdzieś w ruinach tego zamku miał podobno ukryć słynny skarb Inków z Peru, którego do niedawna bezskutecznie poszukiwano na zamku w Niedzicy. OKRES JAKBY BEZPAŃSKI W 1624 roku część Tropia z zamkiem, zwana Zawrót, została odłączona od wsi Tropie i przyłączona do wsi Wytrzyszczka. Przez następne lata i wieki przeważnie opustoszała i nienadająca się na jakikolwiek użytek warownia Tropsztyn popada w jeszcze większą ruinę i - co wtedy naturalne - obrasta w legendy. W albumie Kronbacha do podobizny zamku według obrazu z 1813 dołączony jest opis, w którym zamieszczono zasłyszaną u okolicznych ludzi opowieść o zbójnikach mających siedzibę w zamku. Zbójnicy obrabowywali kupców spławiających wino z Węgier rzekami Poprad i Dunajec. Zrozpaczeni kupcy, nie mogąc w czasie panującej w kraju anarchii znaleźć pomocy u przedstawicieli władzy królewskiej, posłużyli się fortelem, puszczając koło zamku barkę z zatrutym winem. Rozbójnicy z zamku spostrzegli barkę, przechwycili towar, beczki z winem wypili, po czym w ogromnych męczarniach zakończyli życie. W ten sposób okolica została od rabusiów uwolniona, a ludzkie przesądy i trudny dostęp do zamku spowodowały, że popadł w ruinę. W podobnym opisie ruin w albumie Stęczyńskiego z 1847 r. autor także wspomina o rozbójnikach mających tu swoje gniazdo i napadających na płynące Dunajcem tratwy oraz na sąsiednie dwory, i że w okolicznych górach grasowali tak liczni zbójnicy, że w 1614 roku stracono ich w Bieczu aż 120! Pierwsze badania archeologiczne ruin Tropsztyna prowadził blisko 150 lat temu, bo w roku 1863, historyk sądecki Szczęsny Morawski, pozostawiając ich dość dokładny opis. Dokładniejsze badania przeprowadzono dopiero w 1993 r. i następnych, pod kierownictwem archeologa Eligiusza Dworaczyńskiego, gdy przystępowano do odbudowy zamku. W czasie I wojny światowej wojsko austriackie na zamczysku urządziło sobie okopy, które przyniosły murom i zabytkom duże szkody, i zbudowało betonowy bunkier, który wnet obsunął się i stoczył w głębię Dunajca, pozostając tam do dziś. Dalsze szkody nastąpiły wtedy, gdy wybudowano w Czchowie zaporę wodną; powstał zalew i drogę z brzegu Dunajca trzeba było przenieść na drugą, zachodnią stronę zamku, przecinając tym samym teren podzamcza przekopem drogowym. Z POWROTEM KU SŁAWIE Nowy rozdział dziejów Tropsztyna rozpoczął się w 1970 roku, gdy ruiny przejął na własność ówczesny wicemarszałek sejmu, Andrzej Benesz i niejako zlokalizował tu ostatni rozdział słynnej tajemnicy skarbu Inków. Nie jest naszą rzeczą roztrząsanie, czy ów skarb rzeczywiście tu został w skalnych rozpadlinach ukryty, czy też został z nich wydobyty. Obecnemu właścicielowi zamku, panu Andrzejowi Witkowiczowi, musimy wierzyć na słowo, gdy mówi, że to za jego własne pieniądze, a nie za inkaskie złoto zamek został odbudowany - tak nas przynajmniej zapewnia w ostatnim rozdziale książki Aleksandra Rowińskiego Pod klątwą kapłanów. Przeczytajmy!Zamek już obecnie stał się wielką ozdobą okolicy. Ale największa jego wartość, jak i każdego zamku, wyrasta z jego przeszłości. Dobrze, że zajmują się nią historycy i archeologowie, ubogacając wiedzę nie tylko o tym zamku, ale i całej tzw. małej ojczyźnie. Dalsze badania archeologiczne na Tropsztynie jako miejscu i zamku, i w jego otoczeniu zapewne pozwolą dokładniej określić początek jego zagospodarowania i zabudowy, a nadto ustalić wiele innych, dotąd nieznanych szczegółów, np. zlokalizować studnię zamkową, tajne wyjście czy miejsce przeprawy przez Dunajec ku kościołowi. A najbardziej należałoby oczekiwać materialnych śladów osadnictwa wczesnosłowiańskiego, datowanego tu zapewne daleko wcześniej niż czasy św. Świerada pustelnika i jego współtowarzyszy - eremitów z przełomu I i II tysiąclecia. Rok 2000, po ukończeniu podstawowego etapu odbudowy Tropsztyna i oddaniu obiektu na użytek kulturalny, zapewne okaże się pamiętny w dziejach tej Bramy Sądecczyzny. Inicjatorom i wykonawcom przyniesie chwałę, a społeczeństwu - kulturalny pożytek. Zapewne trwały.*** Informator opracowano na podstawie literatury i źródeł w Archiwum Parafii i biblioteczce Sveradianum w Tropiu. Szczególnie wykorzystano: Niewalda W., Rojkowska H., Dworaczyński E., Wytrzyszczka, ruiny zamku Tropsztyn, dokumentacja z badań historycznych i architektonicznych, Kraków 1994 [maszynopis]; Rojkowska H, Niewalda W., Wytrzyszczka. Ruiny zamku Tropszfyn, Teka Komisji Urbanistyki i Architektury 28 (1996), s. 268-283; Pietrzak S., "Swirad zwany też Zorardem - znad Adriatyku czy Dunajca?", Slavia Antiqua 39 (1998), s. 81158 oraz Slavia Antiqua 41 (2000) [w druku]. |